Archiwum kategorii: Felietony

Rodzinny dom czytania

Wszystko, co najważniejsze w życiu człowieka czytającego zdarza się w dzieciństwie – nie wiem, który już raz parafrazuję zdanie Jerzego Pilcha: Tysiąc, a może milion razy powtarzałem zdanie klasyka, że wszystko, co najważniejsze w życiu człowieka piszącego zdarza się w dzieciństwie[1]. Cóż mogę na to poradzić, kiedy aż się o to prosi, gdy myślę o „wychowaniu do czytania”. Wraca do mnie ta trawestacja jak bumerang, za każdym razem, gdy myślę o czytelnictwie dzieci i młodzieży. Bo przecież kończy się rok, w którym znowu wybuchły awantury o kanon lektur szkolnych (to się chyba nigdy nie zmieni!!!), a poziom czytelnictwa nie oszałamia.

Szkolne lektury to wieczne pole bitwy, na którym nigdy nie ma zwycięzcy. Przede wszystkim problem mają młodzi czytelnicy. Oprócz lektur, które słabo przemawiają (przynajmniej niektóre), wciąż narzuca się ich jedynie słuszną interpretację. Myślałam, że takie wymogi to pieśń przeszłości. Życie jednak pokazuje, że skostnienie interpretacyjne ma się nadal dobrze i jak się okazuje, nie tylko w Polsce.

Anna Maślanka, autorka mojego ulubionego bloga, poświeconego literaturze czeskiej http://literackie-skarby.blogspot.com – w jednym z postów na FB opisała przypadek czeskiego ucznia, który został pouczony przez nauczycielkę, jak interpretować otwarte zakończenie książki „Klub divných dětí”. Chłopiec widział tam happy end, nauczycielka – nie. Uczeń zwrócił się do samej autorki z tym problemem. Petra Soukupová podzieliła się  mailem chłopca na Facebooku i tak rozgorzała dyskusja o samodzielnym myśleniu i jedynie słusznych interpretacjach.

Puenta wydaje się być oczywista, należy uczniom pozwolić myśleć i interpretować według własnego odczucia, kompetencji czytelniczych, doświadczeń plus zaprezentować ideę jaka przyświecała autorowi. A potem gorąco dyskutować. Tylko tak można uczynić czytanie pasją. Czytanie, które w gruncie rzeczy jest wysiłkiem.

Na marginesie kanonu lektur – “Chłopcy z Placu Broni” nadal wymiatają!!!! Rys. Vi

Nie ma co się pocieszać, że u Czechów jest tak samo jak w Polsce, bo jednak południowi sąsiedzi czytają znacznie więcej od nas. Oczywiście również nie chcę wpadać w sidła generalizacji. Są nauczyciele, którzy wychodzą poza schematy i dają uczniom rozwinąć skrzydła. Nie jest to jednak norma.

Szarpanki o kanon, jedynie słuszną interpretację nie pomagają. Po co sypać dodatkowo piasek w tryby, które i tak już ciężko się obracają? Obwieszczony wzrost czytelnictwa w Polsce do 42%, – podobno najlepszy wynik od sześciu lat (wzrost o 3%!!!) –  to żaden powód do radości (biorąc jeszcze pod uwagę, że są to badania deklaratywne). Wzrost praktycznie w granicach błędu statystycznego. A przecież promocji czytelnictwa w Polsce nie brakuje. Miliony co roku na ten cel przekazuje Ministerstwo Kultury.  

Fragment raportu Stan czytelnictwa w Polsce w 2020 roku. Całość dostępna na stronie Biblioteki Narodowej.

Biblioteki dwoją się i troją w projektach czytelniczych. Przygotowują wspaniałe wyprawki czytelnicze, jak na przykład Miejska Biblioteka Publiczna im. Galla Anonima w Głogowie – która w swoim pakiecie ma napisaną specjalnie dla biblioteki książkę „Ziołomańka” Barbary Kosmowskiej, z ilustracjami Marcina Minora. Czytelnik dostaje pakiet wartościowych i mądrych tytułów.

Strona internetowa MBP w Głogowie https://www.mbp.glogow.pl

Godny pochwały jest program Mała książka-wielki człowiek http://wielki-czlowiek.pl , który za cel stawia sobie uświadomienie rodzicom, jaka jest wartość rodzinnego czytania od początku życia dziecka. Olbrzymie środki zostały wyasygnowane na ten cel. Program działa już kilka dobrych lat. Książkowe wyprawki trafiły do tysięcy dzieci. Koordynatorzy programu udostępniają także publikacje, które mogą pomóc rodzinnie zaangażować się w domowe czytanie.

Materiały prasowe

I tu zawiera się sedno. Tkwi we mnie głębokie przekonanie, że od dobrego wychowania, dobrych nawyków –  na przykład czytelniczych – jest DOM. Instytucje mogą pomagać, ale wszystkiego nie zrobią. Rodzinny dom czytania, to moja propozycja na nowy rok. Budowanie więzi, rozbudzanie pasji czytania wspólnym czytaniem. Pakiety otrzymane w bibliotekach niech nie leżą jedynie na półkach. Wspólne czytanie ma szczególną moc. Buduje relacje. 

Czy to działa? Nie mam wątpliwości:

Jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa łączy się z chwilami, kiedy nasz Ojciec opowiadał nam baśnie i różne ciekawe historie. Cała nasza szóstka czekała zawsze w podnieceniu na baśnie Andersena, historie biblijne, wzruszające opowieści Edmonda de Amicina i oczywiście – na węgierskie baśnie ludowe. Pamiętam, jako najmłodsza z rodzeństwa, czarodziejski nastrój tych chwil, poczucie cudownej więzi rodzinnej.

Tak napisała w posłowiu do zbioru baśni węgierskich „Cudowny jeleń”[2]  Márta Gedeon, tłumaczka i redaktorka.

Fot. Dom Książki/Editress

A jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, niech sięgnie po kanoniczną już książkę „Wychowanie przez czytanie”[3] Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. Praca obu Pań i ich fundacji „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”, to fenomen i doskonałe działanie. Hasło „Czytaj dziecku 20 minut dziennie – codziennie” chyba obiło się o uszy każdemu. No właśnie, czy tylko obiło? Szczególną orką na ugorze jest czytelnictwo chłopców i to od wielu lat. I tu widzę propozycję dla panów – ojców, dziadków. Są bowiem takie badania, które pokazują, że czytający ojciec jest skuteczny w zachęcaniu synów do czytania. To, co robi tata jest fajne, „prestiżowe” i godne naśladowania. Dało się również zaobserwować, że dzięki czytającemu ojcu maluchy lepiej rozwijały umiejętności językowe, poznawcze, rozwijały także wiedzę. Takie wnioski płynęły z badań dr Elisabeth Duursmy z Uniwersytetu w Wollongong.  Panowie – książki w dłoń!

Czytać należy nie tylko dzieciom, które same jeszcze nie potrafią. Irena Koźmińska sugeruje, że warto czytać również dzieciom, które same już czytają, ale jeszcze z małą wprawą. To bardzo stymulujące, gdy rodzic czyta, a dziecko śledzi tekst.

Czując już nadchodzącą końcówkę roku i oddech nowego na plecach, zdobyłam się na te małe rozważania o rodzinnym czytaniu. Może to będzie postanowienie noworoczne dla niektórych z Was? Szczególnie Panów? Chętnie podsunę zacną lekturę, zaglądajcie do mnie od czasu do czasu. Dobór lektur również jest ważny, aby wzrastać w kompetencjach i coraz lepiej poznawać, rozumieć i wiedzieć. Zakładajcie rodzinne domy czytania.

Editress


[1] Jerzy Pilch, Narty Ojca Świętego, Warszawa 2004, s. 6

[2] Cudowny jeleń : baśnie węgierskie / wybór, opracowanie i posłowie Márta Gedeon ; ilustracje Marianna Jagoda ; [przekład z języka węgierskiego Wojciech Obiała, Adam Snopek, Anna Maria Snopek, Jerzy Snopek]. Poznań : Media Rodzina, cop. 2016. – 467, [5] s. : il. kolor. ; 20 cm.

[3] Wychowanie przez czytanie / Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska. Warszawa : Świat Książki, 2010. – 320 s. ; 21 cm.

Moje czytanie. Dla równowagi. W świątecznym tonie…

Od kliku lat skrupulatnie notuję, jakie książki czytałam w danym roku. Dane te mają wartość statystyczną, ale także jakościową. Lubię pod koniec roku spojrzeć na swoje literackie wyprawy i ocenić, ile z nich było udanych, a które stanowiły bolesne rozczarowania. To co mnie w tym roku ujęło, znalazło się między innymi tu na blogu.

Są lata prawdziwie tłuste https://schule-weiler.de/letter-r/index.html , są też chude. Jakie było moje czytanie w 2020 roku? Ilościowo solidne – chwalić się liczbami nie będę :), jakościowo, hmm… odczuwam sporo rozczarowań. Stało się już niemal tradycją, że książki najbardziej opiewane, promowane – znalazły się na mojej półce „nagi król”. Tytułów nie wymienię. Z roku na rok dostrzegam prymat marketingu nad faktyczną wartością literacką. A przede wszystkim NADMIAR. Tak, klęska urodzaju. Odnotowałam w tym roku informację, iż self-publishing ma się w Polsce naprawdę dobrze. Nie wiem, czy mnie to cieszy. Raczej nie. Nabijanie półek księgarskich i bibliotecznych książkami pozbawionymi redaktorskich poprawek, z podstawowymi błędami wołającymi o pomstę do nieba, wydane przez autorów własnym sumptem, to ślepa uliczka czytelnicza. Owe twory literackopodobne przysłaniają dobrą literaturę, wylewając się jak powódź. Przyłączają się do nich wspomniane towary literackie nachalnie promowane, w efekcie naprawdę dobra książka przepada.

Ciekawe, ilu autorów przypada na statystycznego czytelnika z raportu Biblioteki Narodowej? Autorów więcej niż czytających? Żart, oczywiście, ale? Pieśń przyszłości? Wkrada mi się w tę wizję wiersz Tomasza Różyckiego „Kryzys czytelnictwa polskiego” z tomiku „Litery” z 2016 roku:

Fot. Dom Książki/Editress

Litery / Tomasz Różycki. Kraków : Wydawnictwo a5, 2016. – 120, [3] s. ; 21 cm. (Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5 ; t. 92)

Tymczasem w auli spotkanie z Czytelnikiem,
na sali sami autorzy książek,
dla niektórych zabrakło miejsc siedzących.
Wreszcie wchodzi nieco spóźniony,
chwiejnym krokiem.
Łyknął sobie jednego dla kurażu w garderobie.
Brawa i flesze, transmisja na żywo.

Czytelnik wymienia dwa lub trzy wybrane tytuły,
streszcza fabuły.
Na sali jęk zachwytu, jęk zawodu.
Pisarze zadają pytania:
Jak pan to właściwie robi?
Jak pan znajduje moment?
Na kanapie? Przed snem?
W podróży? Papier czy czytniki?
Co pan lubi?

Chcę, żeby czytanie
było dla mnie świętem, odpowiada.
Niech to będzie celebracja.
Wybieram dzień i godzinę,
strój i drobne słabostki.
Czytać – uśmiecha się lekko – powinno się rzadko
i niechętnie.
Czy pan nie jest zmęczony? – pytają.
I co następne, czy zdradzi pan nam
swoje plany?

Tournée trwa drugi tydzień,
Czytelnik dyskretnie ociera pot z czoła.
Przed nim kolejka pisarzy po autograf,
każdy ze swoją książką.
Niektórzy są natrętni, a on
przecież jeden.
Tak wielu chciałoby być pośród wybranych.
Czy pan się nie boi? – pada ostatnie pytanie.
To trudne hobby, by nie rzec powołanie.
Niech ktoś sam spróbuje.
To zajęcie ma znamiona świętości.
Nie wiem, skąd to się wzięło.
Od początku coś czułem.
Śniły mi się litery.
Potem poznałem poetkę, nie wiem,
czy to poświęcenie.
Gdyby nie honoraria i setki fanek – żartuje – dawno bym to rzucił.

Czasem jest bardzo ciężko,
mam czarne myśli.
Dostaję listy z pogróżkami, ktoś zostawia mi
na drzwiach cytaty.
Dręczą mnie nałogi.
Jestem wrakiem człowieka.
Sny są fabularne.
Tak naprawdę żyję w koszmarze.
To żart – mówi i ściska plastikową butelkę
po wodzie mineralnej.
Kończmy już.
Bardzo tu duszno.
A jeszcze przed nim
wywiady do pism kolorowych.

Tak. Czytelnicy są na wagę złota. Trzeba o nich dbać. W świątecznym czasie wypełnionym życzeniami, snuję wizję, aby przyszły rok był wypełniony niesamowitymi książkami, opowieściami, które nas przenikną, oczarują, zostaną w nas głęboko. Mam przeczucie, że tak będzie…, nie musi być tych zachwytów dużo, ale niech będą solidne. Widząc niektóre zapowiedzi wydawnicze na 2021 rok, wiele sobie obiecuję.

Pozostając w świątecznej atmosferze, na końcówkę tego roku, na świąteczny czas, proponuję lekturę „na temat”. Książkę, która ma już swoje lata (choć ja dysponuję nowszym wydaniem), książkę opisywaną w katalogach bibliotecznych jako „opowiadania dla dzieci” – ja jednak twierdzę, że to znakomita propozycja również dla dorosłych. Teksty, które wzruszają, dotykają sedna, tak dziś rozmytego. W tym potężnym zagubieniu i rozedrganiu, jakie nam towarzyszy od kilku miesięcy (a może dłużej…), proponuję lekturę, która przynosi równowagę i sens – „Betlejem” Ernesta Brylla, w wydaniu z 2009 roku z wspaniałymi ilustracjami Magdaleny Bryll.

Betlejem / Ernest Bryll ; il. Magdalena Bryll. Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2009. Poznań. ISBN: 978-83-7506-438-4

Skromny objętościowo tomik prozy i poezji. Czułej, delikatnej, rozlewającej ciepło w sercu. Piękne spojrzenie na Boże Narodzenie okiem współczesnego człowieka, pokazujące to wielkie wydarzenie w niezwykłym odcieniu naszego tu i teraz. Mnie zawsze wzrusza i przynosi równowagę. Zbliża do sedna, wprowadza ponownie na właściwą ścieżkę. Ilustracje są w pełnej łączności z treścią. Cudownie ją dopełniają, dopowiadają, autentycznie ilustrują. I są kolejnym powodem do wzruszeń. Serdecznie Państwu polecam i życzę szczęśliwej drogi do Betlejem! Niczego ani nikogo nie zgubcie w tej wędrówce! Przede wszystkim sensu! Na zachętę jeden z wierszy…

Ernest Bryll, „Ktoś pukał”

Ktoś pukał do drzwi naszych,
Aleśmy nie słyszeli
Ledwo starczyło czasu
Opłatkiem się podzielić.

Ktoś odszedł z naszych domów…
Wędruje, puka dalej,
A my, dla nieznajomych,
Stawiamy biały talerz.

Takeśmy się spieszyli,
Kłócili i cieszyli,
Że wszystko pogubili
Z tej najważniejszej chwili.

Życzymy najlepszego,
Opłatek każdy kruszy
I nikt nie wie dlaczego
Samotność ma na duszy.

Ktoś pukał do drzwi naszych,
Aleśmy nie słyszeli.
Ledwo starczyło czasu
Opłatkiem się podzielić.