Vaim / Jon Fosse ; z norweskiego przełożyła Iwona Zimnicka. Warszawa : ArtRage, 2026. Wydanie I. ISBN: 978-83-68295-69-6
W tym roku nakładem wydawnictwa ArtRage do rąk polskiego czytelnika trafia najnowsza powieść norweskiego Noblisty z 2023 roku Jona Fossego pod tytułem „Vaim”, w przekładzie Iwony Zimnickiej. Utwór jest pełną realizacją stylu pisarskiego autora, który posługuje się techniką strumienia świadomości, co podkreśla tworzeniem opowieści pisanej jednym długim zdaniem bez kropki – aż do końca fabuły. Opowieść nigdy się nie kończy.

Jestem oczarowana kunsztem tej najnowszej prozy. Jon Fosse potrafił zbudować historię, wolno nawijając to jedno długie zdanie jak nić na szpulkę. A szpulka czarnych nici jest istotnym detalem tej fabuły. To również niezwykłe, jak wokół drobiazgów codzienności można stworzyć prostą, ale niezwykłą opowieść. Jak dużo można opowiedzieć o ludziach poprzez zwykłe czynności, podstawowe relacje, które nas łączą, czasem przypadkowo, jak klienta i sprzedawcę – nie zawsze uczciwego.
Zwykłe zdarzenie, w którym główny bohater zderza się z ludzką nieuczciwością, prowadzi go do czegoś ważnego, co przemeblowuje mu życie. Szpulka czarnych nici, której potrzebuje, będzie punktem wyjścia do „nawinięcia” nowego losu także paru innym postaciom.
Trzej narratorzy – Jatgeir, Elias i Frank-Olav opowiadają jak by wiedzieli, że my czytelnicy istniejemy i czekamy na ich historię. To pisanie ciągiem, bez kropek, bez wydzielonych zdań, doskonale ten zamiar opowiadania oddaje. Bohater snuje historię, aż do wyczerpania, a potem czytelniku zostajesz z nią sam. Bohaterowie, mówiąc, często się powtarzają, jak to w zwyczaju mają starsi ludzie opowiadający młodszym ważne koleje swojego losu. Można odnieść wrażenie, że siedzimy z nimi przy stole i słuchamy, nie przerywając nawet zbyt głośnym oddechem, ani tym bardziej słowem. Nie pytamy, pozwalamy im opowiadać. Powoli, bardzo powoli w pełnym strumieniu świadomości.
Od wydawcy otrzymujemy sugestię, że „Vaim” to opowieść o trójkącie miłosnym. Jeśli jest tam miłość, to najdziwniejsza, o jakiej kiedykolwiek czytałam. Osobiście uważam, że jest to opowieść o ludzkich charakterach, które zderzają się ze sobą w niespodziewanych okolicznościach i tworzą na pozór normalne relacje. To opowieść o skrywanych motywacjach, słabościach, które czynią nas poddanych innym. Czy Eline kocha Jatgeira albo Franka? Nic mi na to nie wskazuje. Czy oni ją kochają? Jatgeir tak, tego jednego możemy być pewni. Ona być może na tym uczuciu żeruje. Co nią kieruje, żeby pogrywać z tymi mężczyznami? Nie widomo, bo ona jedna nie dostaje głosu w tej powieści. Szkoda. Znamy tylko punkt widzenia Jatgeira i Franka, którzy są przez Eline też nawinięci jak nić wokół jej palca. Chciałabym wiedzieć, co myślała Eline, gdy poznała swojego męża i co myślała, gdy wtargnęła na pokład łodzi Jatgeira, wywracając mu życie do góry nogami.
Eline tworzy własny teatr, w którym mąż i kochanek dostają rolę, gwałtownie i bez pytania przez kobietę narzuconą. Mężowi nadaje nawet inne imię. Warto odnotować, że wszyscy bohaterowie na co dzień posługują się innymi imionami niż faktycznie nadano im na chrzcie. Dopiero śmierć przywraca prawdę o nich i prawdziwe imię, wykute na nagrobku. Wtedy stają się nareszcie prawdziwi. Emocje swoich postaci autor dość szczelnie opakował powściągliwością, swego rodzaju oschłością i absolutną zgodą na los, który bywa zmienny. Szczególnie, gdy natkniemy się na apodyktyczną osobę.
Tytułowa Vaim to mała miejscowość, gdzie wszyscy się znają. Stamtąd pochodzi Eline i Jatgeir. Tam też w późnych latach swojego życia tworzą nieformalny związek, który nie wszystkim się podoba. Na przykład Eliasowi, przyjacielowi Jatgeira, który również odsłania przed nami kadry tej opowieści jako jeden z narratorów. Dorzuci też ciekawy wątek nadprzyrodzony – że tak to ujmę 🙂
Każdy z bohaterów coś wnosi do tej historii, ale nigdy nie odsłoni nam pełnego obrazu. Wciska się pomiędzy fragmenty fabuły zaskoczenie i niezrozumienie. „Wszystko było dziwne”, mówi Frank, który naprawdę ma na imię Olav. Istotnie, było dziwne, powolne, ale intrygujące.
Usiądźcie z bohaterami i wysłuchajcie ich historii. Będziecie zdumieni, ale zadowoleni. W majowych rekomendacjach, zabierając się do lektury „Vaim” napisałam: Fosse to zawsze wyzwanie. Zdania pozbawione kropek ciągnące się w nieskończoność, mało dialogów. Tu trzeba wykazać sporo własnej inwencji, aby tekst stwarzał kolejne obrazy, aby płynnie przekazywał zdarzenia dzielone na kadry, tak potrzebne, aby fabułę przyswoić. Czytelnik ma tu sporo do zrobienia i zdecydowanie staje wobec konkretnego wysiłku czytelniczego.
Zdecydowanie warto ten trud podjąć, nie był zresztą aż tak wielki. Z tym tekstem po prostu się płynie. Może dlatego, że narratorzy to rybacy i dobrze snują opowieść…
Editress

























