Archiwum kategorii: Rekomendacje

Zmarszczki na naszym życiu

Zmarszczki / Paco Roca ; przełożył Tomasz Pindel. Warszawa : Kultura Gniewu, 2023. – 100, [3] strony : ilustracje ; 25 cm.

Fot. Dom Książki/Editress

Przyznaję, że rzadko sięgam po komiks i powieść graficzną, ale kilka razy w roku zdarzy się, że trafię na ciekawą propozycję z tego gatunku. I tak z polecenia wpadły mi w ręce „Zmarszczki” Paco Roki, które wywołały szereg skrajnych emocji i sprowokowały liczne pytania, najczęściej bez odpowiedzi. 

„Zmarszczki” to opowieść o starości, tak można powiedzieć w największym skrócie, o życiu w domach seniorów, o ciężkich chorobach zaawansowanego wieku i postawach wobec nich. Główny bohater Emilio zapada na chorobę alzheimera i rodzina staje przed wielkim problemem, jak sobie z tym poradzić, jak w miarę normalnie funkcjonować. Myślę, że łatwo sobie wyobrazić ten dramat, nawet jeśli nie dotknął nas osobiście.

Rodzina decyduje, że Emilio potrzebuje stałej opieki i rozwiązaniem może być dom seniora. Bohater, często zupełnie zagubiony, trafia w nową przestrzeń, między nowe twarze i ostatnim wysiłkiem musi ogarnąć tę obcą rzeczywistość. Ma pomocnika, Miguela, lokatora ze wspólnego pokoju, który stanie się prawdziwą podporą, mimo swojego dość niekonwencjonalnego funkcjonowania w tym domu opieki.

„Upokarzające, gdy człowieka traktują jak dziecko, nie?” – mówi Miguel.  Owszem, ale jest tu obustronna bezradność także cierpiącej rodziny, która nie wie, jak postępować, która czuje się jak widz patrzący przez szybę, trochę zawstydzona, obarczona wyrzutami sumienia. W żaden sposób nie można uznać, że jest im lżej od momentu, gdy bliski trafia do takiego domu i zapada głębiej w chorobę. „Zmarszczki” nie dokonują ocen i tak powinno być. Ilu ludzi, tyle historii. A w domu spokojnej starości, do którego trafia Emilio, jest wielu seniorów z ciekawymi biografiami i mniej ciekawymi chorobami, które „marszczą” ich życie. Narastające przez lata niedogodności fizyczne, mniej lub bardziej dokuczliwe, są zmarszczkami na naszym życiu. Zmieniają nas bezpowrotnie.

Rysownik świetnie oddał  wędrówki bohaterów w przeszłość, to jak może widzieć świat człowiek z demencją, alzheimerem. Jak z młodości wraca do starości i czuje przerażenie. Przyznaję, że momentami mogła zakręcić się łza w oku. Bywa przejmująco. Przypominało mi to trochę zabieg zastosowany w filmie „Piękny umysł”, który kapitalnie oddał to, czym jest schizofrenia. My też możemy w pełni poczuć dramatyzm splątanej pamięci. Do tego te uciekające podstawowe wyrazy i ta świadomość, że coś jest nie tak, że coś się wymyka, że się traci kontrolę nad sobą i światem wokół. Znikające twarze ludzi, których bohater już nie rozpoznaje. Ten nudny rytm dnia, który nic nie przynosi. Godzinami oczekiwanie na nic. Drzemki, jedzenie, drzemki, jedzenie. Sen.

Czasem wydaje się, że ten urojony świat przeszłości jest dla pensjonariuszy wybawieniem. Lepiej myśleć, że podróżuje się Orient Expressem i jedzie do Stambułu – jak sądzi Rosaria – niż mieć świadomość, że przez resztę życia będzie patrzeć przez okno domu spokojnej starości, siedząc na wózku inwalidzkim. Może lepiej, że podróżuje w przyjemnym wnętrzu luksusowego pociągu.   

Jest jeszcze rzeczywistość na piętrze, do której nikt z parteru nie chce trafić, dopóki ma jeszcze świadomość samego siebie. Niestety przeprowadzka „na górę”, jak mówią mieszańcy, wydaje się dla Emilia kwestią czasu. A tam już funkcjonują najtrudniejsze przypadki. Miguel będzie bardzo się starał, żeby Emilio trafił tam jak najpóźniej.

Ta książka uwrażliwia na to, że człowiek mimo wieku, upadającego ciała, w środku może być nadal młodym i ten dysonans jest prawdziwym rozdarciem. Nic tu nie jest proste, nikogo nie można osądzać. To koszmarnie trudne decyzje.

Są też w tej historii sympatyczne chwile, prawdziwe uczucia, jak w przypadku małżeństwa Dolores i Modesta. Atrakcje, które próbuje wprowadzić Miguel, oczywiście niezgodne z regulaminem placówki. Bywa dowcipnie i zabawnie. Ciepłe barwy ilustracji łagodzą emocje,  stwarzają swoistą przytulność. Na uwagę zasługuje również personel domu, który stara się pomóc z wielką empatią i czułością. Wielkie ukłony dla wszystkich pracujących w takich placówkach.

Im bliżej końca tej opowieści, tym mniej słów. Dominuje obraz i cisza, bardzo wymowna. Są strony, na których nie ma ani słów, ani obrazu. To również wymowna metafora.
Wszyscy nabieramy różnych zmarszczek na naszym życiu. Na ciele i duszy. Można je dyskretnie obserwować i oswajać. Można je zobaczyć także u innych, czasem przeglądając się jak w lustrze. Refleksyjna opowieść graficzna Paco Roki może być w tym oswajaniu i próbach zrozumienia bardzo pomocna.

Editress

Dobro i prawda przez cały rok

Breviarium kanonu kultury : dobro w sztuce życia Europy łacińskiej : honeste vivere / wybrał & opracował Paweł Milcarek. Dębogóra : Wydawnictwo Dębogóra, 2024. – 1397, [2] strony ; 24 cm.

Breviarium kanonu kultury : prawda w tradycji intelektualnej Europy łacińskiej : sapientia / wybrał & opracował Paweł Milcarek. Dębogóra : Wydawnictwo Dębogóra, 2024. – 1379, [1] strona ; 24 cm.

Fot. Dom Książki/Editress

W zeszłym roku, mniej więcej o tej samej porze, moją świąteczną polecajką było Breviarium Kanonu Kultury, tom pierwszy – Decorum. Literatura klasyczna  Europy łacińskiej na każdy dzień. Muszę przyznać, że bardzo umiliła mi głównie wieczory w tym mijającym (już prawie) roku. Nie chcą tracić przyjemności codziennego czytania rzeczy wartościowych, z radością będę sięgała do kolejnych tomów, czyli Breviarium Kanonu Kultury. Honeste vivere (tom drugi) i Breviarium Kanonu Kultury. Sapientia (tom trzeci). Tym razem będzie to podróż po moralności i tradycji intelektualnej Europy. Już się cieszę na tę lekturę, tym bardziej, że szczególnie dziś powrót do korzeni europejskich w tych zakresach, wydaje się nader potrzebny.

„Honeste vivere” – „Żyć godnie, szlachetnie, uczciwie” – czyż nie brzmi to, jak prawdziwe zaproszenie do wspaniałego życia, które czynią nam wielcy filozofowie, teolodzy i moraliści? Każdego dnia sącząc nam dobre wskazówki, rady, napomnienia? Fundamenty molarności, sprawiedliwości i szczęścia stoją przed nami w prozatorskiej refleksji największych umysłów Europy, o których nie wolno nam zapomnieć. Platon, Arystoteles, święty Augustyn w czasie duchowego zamętu mogą okazać się bezcenni. Autorzy tego tomu zadbali o komfort czytelnika i zaopatrzyli każdy fragment wstępem i wskazówkami interpretacyjnymi. Można śmiało wkroczyć w myśl starożytnych i średniowiecznych myślicieli Europy i dokonać głębszych refleksji nad tym, co w nas i wokół nas. Dla pełnej harmonii życia.

W trzecim tomie znajdziemy to, co nazywamy tradycją intelektualną Europy, by sięgnąć po prawdę o Bogu, człowieku i świecie. Prawdy, która jest nam niezbędna, by mieć dobry kompas w sobie. Tu również znajdziemy teksty największych umysłów, czyli Platona, Arystotelesa, Cycerona, Galena, Augustyna, Boecjusza, czy Tomasza z Akwinu.

Myślę, że lekturę zacznę jeszcze w tym roku, czas świąteczny doskonale wpływa na nowe otwarcia. A przyznaję, że doczekać się nie mogę, łakomie patrząc na te piękne także edytorsko tomy. Jak dobrze każdego dnia obcować z pięknem w czasach kultu brzydoty.

Z życzeniami radosnego świętowania Narodzenia Pańskiego i wszelkiego dobra w nowym roku, niezmienne polecam dobre książki, czasem także piękne.

Editress

Gdy kradniesz coś, czego zwrócić nie możesz…

Złodziejka / Katarzyna Wasilkowska. Łódź : Literatura, 2025. Wydanie I.

Wnikliwa powieść, która z wielką dbałością o detale „obserwuje” młodzież i daje im mądre propozycje. Jak zawsze u Katarzyny Wasilkowskiej. Z wielką radością powitałam „Złodziejkę”, nawet z uczuciem ulgi, ponieważ taka proza jest absolutnym lekarstwem na nurt young adult, który – moim zdaniem – jest „rakiem” na literaturze dla młodzieży. Tak, piszę to z pełnym przekonaniem. Young adult to „literatura zła”. Przepychanie tezy, aby młodzi ludzie czytali cokolwiek, byle czytali, to absolutnie ślepa uliczka. Tym bardziej rekomenduję najnowszą, absolutnie rewelacyjną powieść Katarzyny Wasilkowskiej.

fot. Dom Książki/Editress

Autorka stworzyła prawdziwy obraz ósmoklasistów i ich rodzin. (Na marginesie, ósmoklasiści uzyskują ostatnio obok maturzystów szczególny status. Bo pierwszy ważny egzamin, który decyduje o pierwszym ważnym życiowym wyborze, zasługuje na uwagę. Także literacką. O ile maturzyści są literacko rozpracowani, o tyle w moim odczuciu o ósmoklasistów jeszcze nikt tak dobrze nie zadbał, jak robi to w powieści „Złodziejka” Katarzyna Wasilkowska.) Autorka wyłuskała ważne rówieśnicze problemy, stworzyła autentyczną atmosferę polskiej szkoły podstawowej. Szkoła jako „miejsce walki” i ustalania hierarchii. Mamy klasowe „gwiazdy”, które wiodą prym, „friki”, klasowy plankton, swobodne elektrony – którym jest główna bohaterka Marika. Myślę, że wielu czytelników bez problemu znajdzie tu własny „układ klasowy”.

Oto szkoła ze wszystkimi jej problemami, między innymi z przemocą w sieci (popularnymi ostatnio manipulacjami ze zdjęciami, które mają stać się źródłem kompromitacji). Na problemy ósmoklasistów składa się także zbiór dylematów z wyborem szkoły oraz obawy przed egzaminami, które już od września wiszą nad nimi jak miecz Damoklesa. Autorka poprzez bohaterów daje czytelnikowi dyskretnie kilka dobrych rad, jak wybierać szkołę. Licea, technika, praktyczne zawody i ich możliwości. Poprzez swoich bohaterów pomaga czytelnikom, nie narzuca, pokazuje, co jest ważne przy podejmowaniu decyzji i nie wartościuje wyboru.

Opowieść jest rozpisana na głosy. Głos Mariki i Tymona. Zapewnia to czytelnikowi pełen ogląd sytuacji, z różnych punktów widzenia. Bohaterowie są doskonale skonstruowani, jak również dwa, zupełnie inne modele rodzin, w których funkcjonują.

Marika nie jest postacią jednoznaczną i to jest ogromny atut tej powieści. Są bowiem „miejsca”, w których możemy z nią sympatyzować, ale są też sytuacje, które zmuszają nas do pokiwania bohaterce palcem. Nie jest to zatem prosta kreacja literacka, wyidealizowana, narzucająca jeden prawdziwy ogląd. Marika jest zdolną fałszerką usprawiedliwień i podpisów rodziców, a także złodziejką prywatności. Czytelnik otrzymuje życiową postać, złożoną z dobra i zła, jak każdy z nas. Ma przy Marice mnóstwo powodów do namysłu nad jej zachowaniem. Może próbować wejść w jej sytuację i zastanowić się nad tym, co sam zrobiły w takich okolicznościach. Bo przecież jest tyle powodów, żeby jej współczuć. Może zatem również napisać jej usprawiedliwienie?  

W życie Mariki wkracza Tymon i wnosi zupełnie nową jakość. Nietuzinkowa postać, którą dodatkowo podbija ciekawa rodzina. Chłopak rozpoczyna nowe życie po serii rówieśniczych kompromitacji. Ważny wątek, który pokazuje jak łatwo dziś stracić twarz wśród kolegów i jakim zagrożeniem może stać się Internet. Nawet zabawne wpadki mogą być dla młodego człowieka tragedią. Widzimy problemy młodzieży, których nie mieli ich rodzice i stąd mogą wynikać pokoleniowe nieporozumienia.

Na przykładzie tych postaci Autorka zestawia dwa typy rodzin – zimnej uczuciowo i pełnej miłości. Rodzinność i tęsknotę za nią. Dom pełen życia i dom pełen obcości, czasem nawet emocjonalnego okrucieństwa.

Katarzyna Wasilkowska napisała powieść na wskroś współczesną, w której udało się jej oddać dominujące trendy. Wśród młodzieży, jak i dorosłych. Świetnym przykładem jest mama Mariki i jej zawodowe życie. „Wciskanie modowego kitu”, instalajwy, sztuczna ekscytacja i jedna wielka inscenizacja, która pochłania realne życie. A wszystko dla pieniędzy i jakieś marnej lokalnej sławy.

Ale jest też ambitnie. Bohaterowie mają swoje pasje – swoją drogą to ciekawy wątek, jak zainteresowania rozwijają i zbliżają ludzi do siebie. Muzyka i film też mają tu wiele do powiedzenia. Stają się drogą ucieczki, ale także miejscem na porozumienie, spotkanie i znalezienie bratniej duszy.

Jestem przekonana, że młody czytelnik odnajdzie się także w języku powieści. Żywy i autentyczny, nieprzesadzony, idealnie otoczony aurą literackości. Wszelkie proporcje zostały zachowane. Można dobrze i pociągająco, bez wulgarności pisać dla młodzieży, bez epatowania językiem brukowym, który niebezpiecznie rozgościł się niemal w każdej sferze naszego życia. Może w literaturze powinniśmy już dzieciakom odpuścić?

W „Złodziejce” spotkają nas miłe napięcia, zaskoczenia, żywe emocje. Jest również zabawnie – anegdotyczne obrazki z wydarzeń klasowych niezwykle dodają kolorytu opowieści. Bohaterowie są elokwentni, dowcipni – humor słowny i sytuacyjny najwyższej próby.

Ukraść można dosłownie wszystko. Najgorsze kradzieże okazują się niematerialne. Bolesne, dokuczliwe, bezzwrotne i często nienaprawialne. Zapraszam czytelników, aby sami się przekonali.

Editress

fot. Dom Książki/Editress

Finał na Tamizie

Trzech panów w łódce nie licząc psa / Jerome K. Jerome ; tł. [z ang.] Kazimierz Piotrowski. Warszawa : Książka i Wiedza, 1988. Wyd. 4.

fot. Dom Książki/Editress
(moja ulubiona seria na wakacje)

Ta mała, wysłużona książeczka (co widać na zdjęciu) doskonale ukoiła żal kończącego lata i finału wakacji. Niestety. Książka z 1889 roku, którą nadal czyta się z trwałym uśmiechem na ustach, czasem z głośnym śmiechem. Tego nie dostarczą Państwu polskie kabarety. Napisałabym również – niestety – ale wtedy wyjdzie rym. Kabarety – niestety. I będzie równie śmiesznie jak w polskim kabarecie. Chyba udzieliła mi się atmosfera „Trzech panów w łódce nie licząc psa” i zasadniczo o to chodziło. Pozostaje tylko obśmiać wszystko wokół siebie i nabrać dystansu. Lektura dziś prezentowana jest w tej kwestii nader pomocna.

Brytyjska klasyka, początkowo niedoceniona przez krytyków, entuzjastycznie przyjęta przez lud – nic nowego pod słońcem – doskonale pokazuje humor, charakter i nieśmiertelną klasowość wyspiarzy. Chyba każdy z grubsza wie, co się dzieje w owej powieści. Dla porządku, trzej mężczyźni (hipochondrycy) w celu poprawienia swojego słabego (ich zdaniem zdrowia) wybierają się wraz z psem na wyprawę łodzią po Tamizie. Sama wycieczka oraz przygotowania do niej jest okazją do snucia zabawnych opowieści, anegdot, wpadania w wir przedziwnych zdarzeń. Mnóstwo humoru sytuacyjnego, kpiny z ludzkich przywar i spore dawki ironii.

Wspaniałym bohaterem tej powieści jest, niby nieliczący się pies, foksterier Montmorency, potworny zbój i zarazem uroczy łobuziak, który jeszcze bardziej podbija komiczność utworu.

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” pomagało mi również wchodzić na wyższe poziomy języka angielskiego, gdyż powieść stała się kanwą podręcznika do samodzielnej nauki. Mam więc do tej powieści szczególny sentyment.

fot. Dom Książki/Editress

Polecam smutasom, hipochondrykom, znudzonym i nostalgikom już tęskniącym za kolejnym latem. Książka jest w wielu formach dostępna. Słuchowiska, audiobooki, ebooki. Są też nowsze tłumaczenia niż to, którym ja dysponuję – z mojej ulubionej serii wydawniczej na lato. A może spróbować po angielsku? Obojętnie jak i gdzie, życzę dobrej zabawy!

Editress

Sztafeta rodzicielska

Petra Soukupová, Nikdo není sam. Host,  2022

Fot. Dom Książki/Editress

Tym razem nietypowo. Recenzja książki jeszcze nieprzetłumaczonej na język polski, ale według zapowiedzi wydawnictwa Afera, już, już jest blisko. Zatem robię małą ucieczkę do przodu i zarekomenduję, aby rozbudzić ciekawość i stworzyć miłą atmosferę oczekiwania na ten tytuł.

Petra Soukupová kolejny raz rozprawia się z relacjami rodzinnymi, biorąc pod lupę przeciętną czeską rodzinę w modelu 2+2. Do pełni rodzinnego obrazka należy dołączyć dziadków, czyli rodziców głównej bohaterki, Veroniki.

Kim jest główna bohaterka? Bibliotekarką z Pragi, żoną, matką syna i córki. A także sama jest córką, która ma spore problemy z rodzicami. Powieść Nikdo není sam (polskie wydanie będzie miało tytuł „Zawsze jest ktoś”) dotyka między innymi relacji dorosłych dzieci z rodzicami. Temat mało literacko poruszany. Kojarzy mi się głównie z książkami Michale Houellebecqa, który ukazuje je w dość skrajnej formie. U Soukupovej nie jest aż tak mocno, ale sielanki również nie ma.

Rodzice mieszkają na wsi, Veronika odwiedza ich wraz z dziećmi i mężem, jadąc kilkanaście kilometrów z Pragi. Każda wizyta kończy się tak samo. Piekłem, awanturą z byle powodu. Dojrzała kobieta nie umie poukładać relacji głównie z matką, która o wszystko zgłasza pretensje. Wytwarza się między nimi psychiczny terror i niewwalający przymus, który kładzie się cieniem na jej codziennym życiu. We własnej rodzinie czy pracy bohaterka traci pewność. Zatem wieczorem musi być wino na odprężenie, powrót do palenia papierosów również wydaje się nieuchronny.

Autorce, dzięki mowie wewnętrznej bohaterów udaje się ukazać niesamowity konflikt uczuć, które rzadko wydobywają się na zewnątrz. Każdy bohater ma okazję pokazać, jak widzi sytuację z wysłanej perspektywy. Ocenić ją przez pryzmat swoich doświadczeń i uczuć.

Kiedy umiera matka Veroniki, nic się nie zmienia, a przynajmniej niewiele, bo odtąd córka słyszy jej głos w każdej konfliktowej, trudnej sytuacji. Nadal żyje pod wpływem matki, która ma swoje konkretne wymagania i dyktuje rozwiązania, a nawet nadal wylewa pretensje. Dołączają do tego nowe problemy z ojcem, który został sam. W konsekwencji życie rodzinne i zawodowe Veroniki zaczyna składać się jak domek z kart.

Szwankują relacje z córką i synem, którzy w szkole również mają swoje małe i duże katastrofy. Sztafeta rodzicielskich problemów nie ma końca.

Powieść wydaje się zaskakująco prawdziwa. Przebywając między bohaterami, czuje się tę szarość codzienności, do której regularnie „wbijają” kolejne, nowe problemy. Autorce udało się uzyskać ten efekt swojskości przy pomocy świetnych dialogów, pozbawionych sztucznych form. Soukupová nie sili się na literackie chwyty. Jest po prostu jak w niejednym domu.

Czy Veronika sobie poradzi i jak wyjdzie z szeregu kłopotów, które się przed nią piętrzą? Jak poukłada relacje z rodzicami i własnymi dziećmi? Jak ogranie się zawodowo? Tego oczywiście nie zdradzę. Zapewniam jednak, że lektura, przy swojej (w jakimś sensie) banalności, potrafi zaskoczyć, pochłonąć i wciągnąć w rozważania bohaterki na całkiem wysoki poziom. Prawdziwe życie jest właśnie tu. W zwykłej rodzinie, w kolejnym poniedziałku, w kolejnej kłodzie rzuconej pod nogi.

Parę lat temu recenzowałam książkę „Sprawy, na które przyszedł czas” Petry Soukupovej nazywanej często „specjalistką od krojenia rodziny”, dla dopełnienia obrazu autorki i jej twórczości również polecam, aby zajrzeć do tego tekstu http://domksiazki.net.pl/2022/06/30/po-calosci/

Editress

Na majówkowy piknik na trawie – książkowe propozycje

Ostatni pisarz / Marek Krajewski ; [projekt okładki Mariusz Banachowicz]. – Wydanie I.Kraków : Wydawnictwo Znak, 2024. – 327, [9] stron ; 21 cm.

Zaklinacz deszczu / Jiří Hájíček ; przełożyła Dorota Dobrew. Wrocław : Książkowe Klimaty, copyright 2018. – 312 stron ; 20 cm.(Czeskie Klimaty)

Mroczniejszy odcień magii / V. E. Schwab ; przełożyła Ewa Wojtczak. – Wydanie I.Poznań : Zysk i S-ka Wydawnictwo, copyright 2016. – 405, [2] strony ; 21 cm.

Masz się łasić : mobbing w Polsce / Katarzyna Bednarczykówna. – Wydanie I.Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2024. – 242, [5] stron ; 23 cm. (Reportaż)

Do majówkowego kosza piknikowego warto wrzucić kilka książek. Przejrzałam „stosik wstydu”, który piętrzy się z każdym miesiącem coraz bardziej ku sufitowi i wybrałam następująco:  

Marek Krajewski i jego „Ostatni pisarz”. Wrocławski autor kryminałów retro w zupełnie nowej odsłonie. „Futurystyczna powieść kryminalna” – jak rekomenduje wydawca wydaje się ciekawą propozycją na majówkę. Tytuł nurtuje, a skok do Wrocławia z 2079 roku – pociąga. Zobaczymy, czy „Ostatni pisarz” będzie dobrym wyborem 🙂 Robię sobie spore nadzieje 🙂

Fot. Dom Książki/Editress

Książka czeskiego autora, która sporo przeleżała, ale się doczeka 🙂 Jiří Hájíček jest mi znany z powieści „Rybia krew”, która zrobiła dobrze zapisała się w mojej pamięci, zatem mix polsko-czeski urozmaici początek maja.

Fot. Dom Książki/Editress

I propozycja myślę, że dobra dla młodzieży. Intrygująca magiczna, fantastyczna historia z równoległych Londynów, czyli Mroczniejszy odcień magii V. E. Schwab. Mówią niektórzy, że „nie ma takiego miasta jak Londyn, jest tylko Lądek Zdrój”, a tymczasem Londyn może być wielokrotny 🙂 i dużo może się w nim dziać.

Fot. Dom Książki/Editress

Na koniec propozycja reportażowa. Przewrotny wybór na majowe święto pracy. Trudno. Przyznaję, że do tego reportażu zabierałam się dość długo. Wiedziałam, że wywoła przykre obrazy, zdarzenia, słowa i ludzi. Obawiałam się, że w jakieś opowiedzianej przez autorkę historii, będę mogła przeglądać się jak w lustrze. I tak też było.

Fot. Dom Książki/Editress (screen z e-booka)

Mam wrażenie, że mobbing stał się jakąś częścią składową pracy w Polsce. Cechą wręcz dystynktywną. Znam zbyt wielu ludzi, którzy tego doświadczyli, a nawet nadal doświadczają, bo z różnych powodów nie mogą wyrwać się z tej machiny przemocy. Po lekturze „Masz się łasić. Mobbing w Polsce” Katarzyny Bednarczykówny, mając także na uwadze własne doświadczenia oraz znajomych, wniosek wysnuwam jeden. Ofiara mobbingu zawsze przegrywa. Zawsze. Nawet jeśli po latach uda się jej wygrać w sądzie, jest zazwyczaj ruiną psychiczną i fizyczną. Przez lata dochodzi do siebie i nie zawsze z sukcesem. Powiedzmy, że stara się panować nad sytuacją. Wieloletni mobbing w różnym wydaniu dokonuje nieodwracalnych szkód.

To nie tylko szef, dyrektor, kierownik. Ale także współpracownicy. Kiedy widzą, że mogą, również będą, mówiąc kolokwialnie – dojeżdżać. Często przemoc nie kończy się w momencie odejścia z pracy. Kto ma ochotę na lekturę zdecydowanie nie rozrywkową, polecam.

Editress

Książkowy kiermasz adwentowy

Zaczynamy odliczanie do świąt Bożego Narodzenia, czyli Adwent. I w absolutnie adwentowym nastroju z przyjemnością polecam wspaniały stos książek dla naszych milusińskich. Małych i trochę większych. Muszę przyznać, że końcówka roku obfitowała w świetne premiery, które będą doskonałymi prezentami pod choinką. I z tą właśnie myślą prezentuję tytuły, po które warto sięgnąć, kompletując świąteczne podarki. Adwent w tym roku jest stosunkowo krótki, zatem nie ma czasu na zastanawianie się. Przychodzę z pomocą w podjęciu świątecznych decyzji.

Na początek książki „ściśle świąteczne”, które zbudują ciepłą atmosferę i zapewnią miły nastrój. Katarzyna Wasilkowska i jej dwie propozycje „Wielki bieg gwiazdkowy” oraz „Kochany Panie Święty Mikołaju” znakomicie spełnią to zadanie. Są to opowieści, które pokazują, że święta Bożego Narodzenia i cała towarzysząca im otoczka, to niewyczerpany temat. Niebanalne, czarujące historie, które miło będzie przeczytać przy choince i zachwycić także się ilustracjami Magdy Brol „Kochany Panie Święty Mikołaju” i Agnieszki Sozańskiej„Wielki bieg gwiazdkowy”.

To nie wszystko, co proponuje nam Katarzyna Wasilkowska. Nie mogę pominąć rodzącej się serii z rewelacyjnym detektywem Mieszkiem. Już drugi tom pojawił się jesienią i trzymam kciuki, aby kolejne pojawiały się w postępie geometrycznym :). Nietuzinkowe dochodzenia detektywistyczne przyjemnie napinają młode szare komórki – starsze również :), a zatem „Mieszko detektyw. Zagadka skradzionych kluczy” oraz „Mieszko detektyw. Kto buchnął kask?” polecam bez wahania, aby wrzucić do świątecznego koszyka sprawunków prezentowych. A ponieważ w ferworze zakupów warto załapać się na bonusy, jako wisienkę na pierniku rekomenduję „Było sobie królestwo”, które czytelnicy mogą pamiętać jako „Królestwo, jakich wiele”, jednak rozszerzone o nowe opowieści. Takie bonusy, to ja rozumiem i co tu dużo mówić – takich oczekuję! 🙂

fot. Dom Książki/Editress
fot. Dom Książki/Editress

Przyznaję, że wielką radość spławiło mi pojawienie się nowej powieści Pawła Beręsewicza, a porwała mnie już sama okładka. „Dziewięć czerwonych iksów” to prawdziwa opowieść z dreszczykiem, jak „głosi” seria. Czytałam z emocjami i wypiekami (prawie świątecznymi). Cały czas zastanawiając się, jak autor rozwiąże ten detektywistyczny horror. Miałam swój pomysł, ale Autor okazał się bardziej sprawny niż ja, czemu nie należy się dziwić, w końcu Paweł Beręsewicz to gwarancja wysokiej jakość literackiej. I z całą pewnością odnalezienie tej powieści wśród prezentów świątecznych sprawi wiele przyjemności i zagwarantuje prawdziwy dreszcz emocji.

Fot. Dom Książki/Editress

I absolutnie świeżutkie „Ścinkowe opowieści… nie tylko na dobranoc” Barbary Kosmowskiej! Pełne cudownego ciepła opowieści dla młodszych czytelników, a także ich rodziców, którzy mogą po nie sięgać faktycznie – nie tylko na dobranoc. Myślę, że przy tych opowiadaniach trzeba spędzić czas z dzieckiem, szczególnie ten świąteczny, gdy można zwolnić i zatopić się tej w pogodnej i często wzruszającej lekturze. Pluszaki, które są głównymi bohaterami opowiadań, pomogą dzieciom w wielu trudnych sytuacjach. Przeprowadzą przez lęk, samotność, trudne zmiany w życiu. Dadzą miłość, przyjaźń i ukojenie. A piękne ilustracje Elżbiety Grozdew poruszą wyobraźnię.

fot. Dom Książki/Editress

A na koniec książki Barbary Kosmowskiej, o których już wspominałam, a jedną z nich nawet zaprezentowałam szerzej w ostatniej recenzji z października – czyli „Maraton uczuć”. Z wszystkich proponowanych dziś książek, ta „celuje” w zdecydowanie starszych czytelników, natomiast „Kawa u żyrafy” to propozycja dla młodszych. To mądra i pełna humoru opowieść z niejednym przesłaniem, z bardzo wdzięcznym wykorzystaniem bohaterów zwierzęcych. Wspaniale nawiązuje do najlepszych tradycji polskiej książki dla dzieci, gdzie zwierzęta „opowiadają” świat. Klimat Brzechwy, a może nawet coś z bajek Ignacego Krasickiego. Dużo przyjemności czytelniczej, ale także wizualnej. Ilustracje Kasi Cerazy idealne dopełniają fabułę.

Mam nadzieję, że moje wybory będą inspirujące przy planowanych prezentach, nie tylko świątecznych. Rekomenduję z pewnością, że „będą Państwo zadowoleni” i nie ma tu cienia przesady (ani ironii!) 🙂

Editress

Bo punkt widzenia zależy…

Z punktu widzenia ziemniaka / Filip Zawada ; czerwień Jakub Zasada. Kraków : Wydawnictwo Znak, 2024. s.383, [1] strona ; ilustracje ; 20 cm.

Moje ziemniaki nie mają punktu widzenia, ale i tak je lubię 🙂
Fot. Dom Książki/ Editress

… Zależy od wielu spraw, zdarzeń, samopoczucia, a także formy bytu, jak się okazuje. Lub punktu siedzenia, jak głosi fizyka. W ogóle nie planuję wchodzić w jakieś głębokie dywagacje, nic z tych rzeczy. Na absolutnej końcówce wakacji i zbliżającego się końca lata nawet nie wypada wchodzić na poważne tony, tylko oddać się szaleństwu i niczym nieskrępowanej myśli.

Z pomocą przychodzi niezastąpiony Filip Zawada, który kilka lat temu zawładnął moją wyobraźnią i emocjami przy pomocy swoich książek: „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna”, „Psy pociągowe”, „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”, kolejność tytułów przypadkowa.

Było absolutnie oczywistym, że gdy zobaczyłam „Z punktu widzenia ziemniaka”, musiałam nabyć. I dobrze się stało, bo – jest życiowo, o życiu, przez życie i dla życia. Egzystencjonalnie i to okiem ziemniaka. Tak, to możliwe, szczególnie u Zawady. Liczy się słowo i obraz. Najlepsze połączenie. Bywa humor, bywa, że go nie ma i może zrobić się smutniej. Jak to w życiu. Wielbiciele Zawady znajdą tu Autora, jakiego dobrze znają. Przebija tu i przecieka wiele znanych wątków, przemyśleń, figur i postaci z wcześniejszych jego książek. I przede wszystkim rozbrajająca myśl.

Czytajcie, jak chcecie, z filtrami, które proponuje autor lub według własnego uznania. Można skorzystać z Junga i Tao, ale i bez tego dacie sobie z tymi lapidarnymi tekstami radę. W końcu „rozterki to też może być sposób na życie”, jako rzecze ziemniak. Wiele spostrzeżeń zasługuje na to, aby je zanotować. Ja, na przykład, już wiem, w jaki wprowadzić się stan, aby znać odpowiedź na wszystkie pytania na świecie. Jak widać, punkt widzenia ziemniaka może być bardzo praktyczny i przydatny. Czasem warto go przejąć.

Mimo że można przeczytać tę książkę podczas jednego wieczoru, nie polecam takiego rozwiązania. Warto sobie dawkować i przy tym pogłówkować, a czasem szeroko się uśmiechnąć.

Kończąc słowami Autora, życzę wszystkim spokojnego chaosu. Codziennie w nim przecież siedzimy. 🙂

Editress

Czytanie na plaży

Sezon wakacyjny w pełni. Doskonały czas na nadrabianie zaległości w przyjemnych okolicznościach przyrody. Trudno, aby dźwigać że sobą pokaźną biblioteczkę. Wygodniej zabrać solidny zestaw e-booków. I tak w tym roku na helskim piasku towarzyszą mi książki: „Korowód” Jakuba Małeckiego, specjalnie zostawiony na wakacje. Trochę z obawą, bo ostatnie książki Małeckiego nie zachwyciły mnie. Liczę, że wreszcie dostanę lekturę na poziomie „Rdzy”.

Spoza nurtu powieściowego „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak, książka dostrzeżona i solidnie już nagrodzona. Czas wreszcie przeczytać 🙂

Dom Książki/Editress

I coś z czeskich klimatów, czyli nominowana do najważniejszej czeskiej nagrody literackiej Magnesia Litera w kategorii powieść dla dzieci i młodzieży „Blbá Vendula” Noemi Cupalovej. Przyznaję, że już okładka zrobiła na mnie spore wrażenie, a tekst wraz z ilustracjami dopełnił doskonałej całości. Pod dziecięcym gniewem może kryć się wiele dorosłego zła, które sączy się do młodej duszy i głowy, by tam zostać i prowadzić do wielu emocjonalnych szkód. Nie wiem, czy książka doczeka się polskiego tłumaczenia. Myślę, że byłoby warto przedstawić ją polskiemu czytelnikowi. Ma bowiem mocny i wyraźny przekaz.

Książki, które wpadają w ręce latem mają szczególny status. I długo zostają w pamięci. A te czytane podczas wakacyjnego wypoczynku wyjątkowo długo towarzyszą. Wpadam tu dziś tylko na chwilę z szybkimi rekomendacjami i uciekam do czytania! Więcej będzie zapewne od września!

Miłych wakacyjnych lektur!

Editress

Letnia altanko-czytelnia zaprasza!

Witajcie na wakacjach, najlepiej w Chudegnatach, do których zaprasza Katarzyna Wasilkowska. Nie ignorujcie tego zaproszenia, bo to znakomicie spędzony czas, nawet komary są do zniesienia wśród humoru i w towarzystwie ciotki Krychny, która jest „dorosłym na opak”. Na czym to polega? Sprawdźcie sami, nie zamierzam psuć nikomu lektury, przekonuję jednak, że „Wakacje w Chudegnatach” to strzał w dziesiątkę! Rekomenduję na bardzo dobry początek właśnie raczkujących wakacji. Piękna chwila 🙂 najlepiej ją celebrować w pierwszorzędnym towarzystwie. Na zachętę dorzucam jeszcze moje poobijane papierówki o obłędnym zapachu. Absolutnie doskonałe połączenie!

Fot. Dom Książki/Editress
Dziękuję Autorce za czerwcowe odwiedziny i te piękne, osobiste zaproszenie na wakacje 🙂

Zabrałam wszystkie lektury, które chciałam polecić do swojego ogrodu, w którym upalnie, ale i aromatycznie, wspomniane papierówki robią swoje, plus lawenda. Ogrodowa altana będzie letnią czytelnią, a może i jesienną? Tu się znakomicie czyta. Życzę wszystkim Państwu cudownych miejsc do czytania przez całe lato i polecam kilka tytułów, aby zabrać w te miejsca.

Zacznijmy od tego, co możecie poczytać przy stoliku, czyli „Przy stoliku w Czytelniku” Jarosława Molendy. Czar kawiarni literackiej, w której można było spotkać wielkie osobowości. Tęskno się robi na tę myśl. Książka pięknie wydana, bogata w fotografie, okładki, plakaty, oddaje ówczesny klimat. Samo jej przeglądanie sprawia przyjemność, a lektura pochłania bez reszty! Z myślą, że takich miejsc już nie ma, polecam zajrzeć do „Czytelnika” i przenieść się pomiędzy stoliki pasjonujących rozmów i wyjątkowej atmosfery: We wspomnieniach Marka Nowakowskiego lokal w Czytelniku „stanowił salon literacki ówczesnej Warszawy”. Poznawałem kolejnych wybitnych pisarzy, cierpiąc tortury onieśmielenia, niepewności. Czułem się jak człowiek z zabitej deskami prowincji. Ściskałem prawicę Tadeusza Konwickiego, Adolfa Rudnickiego, Kazimierza i Mariana Brandysów, Bohdana Czeczki.

Zapraszam zatem na ten literacki salon….

fot. Dom Książki/Editress

Nastrojona literacko, sięgam po tytuły z ulubionej serii. Książki o książkach. O jednej z nich pisałam już wcześniej. „Portable magic” Emmy Smith doczekała się tłumaczenia i mamy polską wersję. (Można zrobić plebiscyt, która okładka lepsza :)). Obie wersje trafiły do mnie w prezentowym trybie urodzinowym i z wdzięcznością kolejny raz polecam. Opowieści o książkowej fascynacji, ekscentryczności, a nawet szaleństwie pokazuje wyjątkową siłę tego papierowego przedmiotu, którego mocy poddało się wielu śmiertelników 🙂 Podobnie „Bibliofollia czyli szaleństwo czytania” Alberto Castoldiego. Książka erudycyjna, wciągająca w książkowe szaleństwo wielkich autorów jak Flaubert, Eco, Calvino, Borges, Canetti, Balzac czy Musil. Szaleństwo i magia, skupiona wokół książek to chyba najwłaściwsze połączenie. Każdy książkowy maniak to wie 🙂

Czas uciec w powieść. Może na Sycylię? To chyba dobra destynacja na lato. „Ucieczka Anny” to fabuła wspomnieniowa, nostalgiczna, wzruszająca od pierwszych zdań. Przyznaję, że sięgam po tę powieść, bo jak zawsze musi się pojawić wśród lektur powieść z serii z Żurawiem i okładką Małgorzaty Flis. Wybór okazał się przedni. Zaskakujące, że książka jest debiutem literackim. Mattia Corrente pisze o życiowych wyborach, które zawsze mają swoje konsekwencje, które nigdy nie „funkcjonują” w oderwaniu od innych. Wplątują bliskich w tę sieć decyzji, którzy często mogą nie rozumieć, w czym biorą udział i dlaczego tak. Dlaczego Anna ucieka po wielu latach małżeństwa? Jej mąż, Severin poszuka tej odpowiedzi, w mieszaninie uczuć, zdarzeń, scen. Tekst pociąga od pierwszych zdań, zasiewa emocje i skłania do natychmiastowego przyłączenia się i towarzyszenia bohaterowi.

A teraz może coś dla schłodzenia? Czeska pisarka Petra Soukpová potrafi zmrozić i nie owijać w bawełnę. Powieść „Pod śniegiem”, to kolejna „rozbiórka” rodziny na części pierwsze. Wspólna droga trzech sióstr do rodzinnego domu to świetna okazja do wybuchu emocji. Specjalistka od krojenia rodziny – jak piszą o autorce, kroi przy pomocy kilku bohaterów rodzinne relacje. Każdy ma swój kawałek. „Pod śniegiem” to już nie nowość wydawnicza, z mojej strony kolejne nadrabianie zaległości. Czytam książki Soukpovej trochę z przekorą, czasem niezgodą na to, co pisze, z poczuciem, że czasem przesadza, jednak lubię się przyglądać jej obrazom, wchodzić w proste, swojskie dialogi wciągające w te rodzinne relacje, które pozostawiają wiele do życzenia. Ma się o czym myśleć 🙂

Dobrze. Posiedzieliśmy, poczytaliśmy, czas ruszyć z miejsca, ale dobrze wyposażeni. W zeszłym roku polecałam książkę Michała Rożka „Nietypowy przewodnik po Krakowie„, który mnie zauroczył, w tym roku daję się zauroczyć przewodnikiem Rożka „Święte miejsca Krakowa”. Autor opisuje najsłynniejsze świątynie i miejsca kultu, ale także te zapomniane. Kraków nazywany drugim Rzymem niezmiennie zachwyca i pociąga – architektura, sztuka, tradycja. Zamierzam się w taki Kraków zanurzyć i polecam Państwu.

I trochę prywatnie. Dla siebie zostawiam książkowy powrót do Pragi, (w tym roku raczej tam nie zawitam), ale ulubiona Malá Strana zostanie ze mną. W drążeniu meandrów językowych nie należy ustawać – także latem. A zatem Jan Neruda i jego „Povídki malostranské” przywołają miłe wspomnienia i będą podnosić level językowy 🙂

Udanych wakacji, urlopów, w dobrym książkowym towarzystwie!

Editress