Miesięczne archiwum: Czerwiec 2020

Życie pisarza w czasie pandemii. Rozmowa z Katarzyną Wasilkowską.

Trudno dziś o spotkanie z pisarzem face to face. Spotkania autorskie zostały  – miejmy nadzieję chwilowo – odstawione na bok. Może jesienią autorzy wyjdą do czytelników i spotkamy się znowu w bibliotekach czy księgarniach. Pozostają nam „relacje” sieciowe. Ludzie kultury prześcigają się w pomysłach na internetowy kontakt z widzem/czytelnikiem/fanem. W kręgu literackim nie ma posuchy. W serwisie YouTube można znaleźć prawdziwą perełkę!

Fot. Katarzyna Wasilkowska

Katarzyna Wasilkowska, autorka znakomitych, nagradzanych książek dla dzieci i młodzieży[1], w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w poniedziałki i czwartki o godzinie 17.00 czyta powieść kryminalną „Pierścień kurantów”. Prawdziwym smaczkiem jest to, że książka jak dotąd nie była publikowana, ale miejmy nadzieję, że niebawem będzie. To kolejne przygody Jowanki i jej przyjaciół. Wielbiciele „Jowanki i gangu spod Gilotyny” mogą uzupełnić wiedzę o dalszych losach bohaterki i dać się wciągnąć w wir fascynującej fabuły!

Wszystkie opublikowane odcinki znajdziecie właśnie tu!

Dom Książki miał okazję zapytać Autorkę, jak wygląda praca nad powieścią w odcinkach:

Dom Książki: Pani Katarzyno, tworzy Pani dla czytelników wyjątkowego „audiobooka” na podstawie swojej nieopublikowanej wcześniej powieści. Jak się Pani znajduje w roli lektora własnej książki?

Katarzyna Wasilkowska: Niepewnie. Przede wszystkim dlatego, że powieść jest surowa, a to znaczy, że nie spoczęło na niej oko żadnego redaktora. Mogą być w niej błędy, które nie miałyby prawa pojawić się w książce drukowanej. Oczywiście staram się wyłapywać niedoskonałości, bardzo dbam o stylistykę, zachowanie logiki, interpunkcję, całą tę formalną stronę, ale jako autorka pewnych rzeczy mogę po prostu nie zauważyć, potrzebny jest dystans i spojrzenie drugiej osoby. Tę rolę pełni redakcja, a „Pierścień kurantów” jest jej koncertowo pozbawiony. No a potem taki niewygładzony tekst muszę odczytać publicznie. Brzmi jak kara w jakiejś paskudnej szkole, czyż nie? Albo samobiczowanko, ha ha. Tę niepewność podkręca jeszcze brak szkolonego głosu, pojęcia nie mam o emisji, artykulacji, dykcji, oddechu, wszystko robię intuicyjnie i najlepiej jak potrafię, ale to jednak amatorka.

DK: Co sprawia największą trudność w tym przedsięwzięciu?

KW: Jak pewnie większość ludzi nie przepadam za brzmieniem swojego głosu, a tu muszę odsłuchiwać nagrany materiał, czasem kilka razy. Amatorszczyzna ma swoje granice – nie mogę wypuścić na świat przekręconych wyrazów, połkniętych głosek, czy entuzjastycznie wykrzykiwanych refleksyjnych zdań.

DK: Odcinki są również „ilustrowane”. Kto wyszedł z pomysłem, aby urozmaicić opowieść graficznie?

KW: Najbardziej obawiałam się, że gapienie się w babę gadającą monotonnie przez dziesięć-piętnaście minut będzie dla słuchaczy kompletnie niestrawne. Typowe audiobooki działają na zasadzie radia: słuchamy, zajmując się innymi czynnościami. Nie tylko nie przeszkadzają, ale nawet uprzyjemniają na przykład prowadzenie samochodu, gotowanie, prasowanie, czy jogging. Wizja ma to do siebie, że wymusza więcej uwagi, angażuje wzrok, przytrzymuje odbiorcę. Chciałam te seanse jakoś urozmaicić i wykorzystałam pasję syna, Konstantego, który rysuje właściwie bez przerwy. Rysował zanim jeszcze nauczył się mówić. Razem wybieramy odpowiedni fragment, a potem Kostek według własnego pomysłu, na wizji, tworzy do niego ilustrację. Doceniam jego zaangażowanie, bo odcinków jest sporo i zabawa zmieniła się trochę w obowiązek, ale na razie nie marudzi. Myślę, że pod koniec powieści wykorzystam jeszcze moją najmłodszą córkę, Felę. Będzie tam fragment, który może potrzebować “dziewczynkowego” punktu widzenia, a poza tym dopełni rodzinnego wymiaru tego koronawirusowego projektu. Dodam, że czołówkową muzykę dzwonów,  skomponował w prezencie mój brat Stefan Wesołowski, który na co dzień pracuje nad znacznie poważniejszymi przedsięwzięciami.

Konstanty Wasilkowski podczas ilustrowania.
Fot. Piotr Vasco Wasilkowski

DK: Wspaniale, projekt dopięty na ostatni guzik! Tymczasem akcji przyłączyły się także biblioteki. Jakie otrzymuje Pani sygnały, opinie?

KW: To prawda, kolejne odcinki i informacje o „Pierścieniu” są udostępniane przez prawie trzydzieści bibliotek z Polski, ale także z Czech, Ukrainy, partnerem projektu została nawet Polska Szkoła w Dublinie. Niektóre z nich organizują konkursy i różne inicjatywy wokół fabuły. Na przykład najstarsza grupa dzieci z Przedszkola Panienki z Okienka z Gdańska założyła własny gang, Gang z Okienka. Mają bardzo poważne plany i umieram z ciekawości, co wyknują.

DK: Gang z okienka – to brzmi obiecująco! Oby coś wyknuli! 🙂
Czy powieść jakoś Panią zaskoczyła podczas czytania? Przychodzą na przykład jakieś pomysły, aby ją uzupełnić, wprowadzić dodatkowe zmiany?

KW: Tak się zdarzało się w pierwszej części, w „Jowance i gangu spod Gilotyny”. Nakreśliłam postaci, a potem niektóre się zbuntowały i za nic nie chciały być takimi jakimi je wymyśliłam. Nie miałam wyboru, musiałam ustąpić. W „Pierścieniu kurantów” bohaterowie są konsekwentni, każdy ma swoją osobowość i wszyscy są dla mnie przewidywalni, ale ucieszyłam się bardzo, kiedy nagle w klasie Jowanki pojawiła się Monika Szmidt. Myślę że to bardzo potrzebna postać… potrzebna zwłaszcza Jowance. Była kiedyś w moim życiu taka Monika. Zresztą, oprócz wymyślonego wątku kryminalnego jest tu więcej z życia niż bym chciała. To znaczy, wolałabym, żeby w życiu nie spotykały dzieci sytuacje, jakie trafiają się głównej bohaterce, ale niestety rzeczywistość jest inna.

DK: Czy możemy się spodziewać „Pierścienia kurantów” w wersji „klasycznej”, papierowej?

KW: Nie mam pojęcia. Bardzo bym tego chciała, ta wirtualna forma powieści jest dla mnie ciekawym eksperymentem, ale to jak dziecko nie do końca urodzone. Może jestem ortodoksem, jednak dla mnie papier jest ciągle podstawowym wcieleniem tekstu. Rynek książki jest kapryśną panną, wydawcy starają się sprostać jego wymaganiom, zobaczymy, czy przeczytany w sieci kryminał dla dzieci będzie wystarczająco atrakcyjny, żeby opublikować go w tradycyjnej formie.

DK: Czas przymusowej izolacji sprzyja tworzeniu nowych fabuł? Czy Katarzyna Wasilkowska przygotowuje nowe teksty dla swoich czytelników, jeśli możemy uchylić rąbka zawodowych tajemnic?

KW: Jeszcze tego lata powinny ukazać się dwa tytuły w Wydawnictwie Literatura: „Świat Mundka” dla nastolatków i „Jagodowy dziadek” dla młodszych dzieci, są też inne teksty, niektóre już w przygotowaniu, inne czekają na decyzje wydawnicze. W tej chwili mam na warsztacie całkiem zabawną historię o pozbawionym poczucia humoru niespełnionym detektywie Ewaryście Pączku (opowieść trochę odsunięta na brzeg stołu przez „Pierścień”, ale zaraz do niej wracam). A następne w kolejce są książki dla dużo starszego odbiorcy. Coraz wyraźniej układają mi się w głowie i już zaczynam odczuwać to niecierpliwe swędzenie, ale trudno pisać kilka większych rzeczy jednocześnie. Książka, a zwłaszcza powieść to zaborczy dzieciak, roszczeniowy i wymagający bardziej niż najsroższy szef, ha ha.

W imieniu słuchaczy „Pierścienia kurantów” gratuluję pomysłu i wykonania. Dom Książki życzy, aby powieść znalazła się niebawem na półkach w księgarniach i w bibliotekach wraz z innymi zapowiadanymi tytułami! Czekamy z niecierpliwością! Dziękuję za rozmowę!

Strona autorska Katarzyny Wasilkowskiej http://katarzynawasilkowska.pl

                                                                                                                                             Editress


[1] Niebajka o Mikołaju (Fundacja Centrum św. Jacka, 2020)

Kobra (Wydawnictwo Literatura, 2018)

Baltazar wraca do domu (Wydawnictwo Literatura, 2017)

Królestwo, jakich wiele (Wydawnictwo Literatura, 2016)

Mleczak (Wydawnictwo Literatura, 2016​)

Jowanka i gang spod Gilotyny (Wydawnictwo Literatura, 2015)

Podróż pełna sentymentów

Ilustratorki, ilustratorzy : motylki z okładki i smoki bez wąsów / Barbara Gawryluk ; książkę zaprojektowała Anna Pol.Warszawa : Wydawnictwo Marginesy, 2019. – 413, [3] strony : faksymilia, fotografie, ilustracje ; 24 cm.

Tysiąc, a może milion razy powtarzałem zdanie klasyka, że wszystko, co najważniejsze w życiu człowieka piszącego zdarza się w dzieciństwie[1] – tak w swoich tekstach deklarował Jerzy Pilch.
Śmiało można sparafrazować słowa pisarza i powiedzieć, że wszystko, co najważniejsze w życiu człowieka czytającego również zdarza się w dzieciństwie. To moja prywatna, skrajnie subiektywna perspektywa i obserwacje. Dziecięce lektury ukształtowały moją miłość do literatury wszelakiej. Rozkochały w słowie pisanym i rozpoczęły wielką przygodę z książką – również zawodową. 

Tekst i obraz – zasadnicze składniki książki dla dzieci zostawiają ślady w pamięci i w wyobraźni na lata. Z całą mocą przekonała mnie o tym książka „Ilustratorki, ilustratorzy : motylki z okładki i smoki bez wąsów” Barbary Gawryluk, która stała się cudowną podróżą w czasie, pełną sentymentów, a nawet wzruszeń. 

Z wielką przyjemnością oddałam się lekturze rozmów z czołowymi polskimi ilustratorkami i ilustratorami, którzy kształtowali dziecięcą wyobraźnię dorosłych już dziś czytelników – nie tylko w Polsce! Niektórych mistrzów ilustracji  reprezentowała rodzina, gdyż nie ma już ich wśród nas. Ale została twórczość, niepowtarzalna, wyjątkowa, pełna charakteru.

Wspaniałe reprodukcje okładek, rysunków książkowych sprawiły, że po lekturze rzuciłam się do mojej biblioteczki z dzieciństwa w poszukiwaniu tytułów pokazanych w książce. Sprawdzałam, czy każdy z ilustratorów ma swoją reprezentację w postaci choćby jednej książeczki na mojej półce. Ma!   

Czytając rozmowy ze wspaniałymi artystami lub wspomnienia o nich,  nie opuszczały mnie takie pojęcia jak: staranność, misja, klasa, jakość, pasja. Wspaniała polska szkoła ilustracji. Wielką przyjemnością było zajrzeć przez ramię ilustratorkom/ilustratorom, poznać ich warsztat pracy, ulubione techniki, zobaczyć kształtujący się styl, zajrzeć do teczek wypełnionych znakomitymi pracami. Nie tylko ilustracjami książkowymi, ale także projektami pocztówek i znaczków. Uświadomić sobie problemy, z jakimi zmagali się w pracy i w życiu. Trudności drukarskie, cenzura…, a jednak stworzyli niezwykłą grupę artystów, świetnie radzących sobie w tych szarych czasach PRL-u. A przede wszystkim, co  uderza w lekturze najmocniej, to ich relacje pełne PRZYJAŹNI! Wartości, której dziś znacząco brakuje w wielu grupach zawodowych, została bowiem zamieniona na rywalizację…  

Tymczasem miło było zajrzeć do redakcji „Misia”, kultowego  pisemka dla dzieci,  pod wodzą Zbigniewa Rychlickiego, który potrafił stworzyć wspaniałe miejsce pracy wielu wybitnych ilustratorów. Poznać pierwsze kroki Józefa Wilkonia, Bohdana Butenki. Dowiedzieć się, jak powstała kultowa okładka do serii „Poczytaj mi mamo” autorstwa Krystyny Michałowskiej. Poznać wpływy Jana Marcina Szancera na kształtowanie stylu młodych ilustratorów. Plejada wspaniałych nazwisk otwiera sentymentalną podróż w czasy dziecięcych lektur. Zdecydowanie warto dać się porwać. Niektóre prace mają drugie życie, wznowione rozbudzają wyobraźnię kolejnego pokolenia. Seria Poczytaj mi mamo – Naszej Księgarni, czy seria Mistrzowie Ilustracji Wydawnictwa Dwie siostry zyskują kolejnych wielbicieli dobrej ilustracji.

Barbara Gawryluk wykonała świetną pracę, która jest prawdziwym pokłonem dla wybitnych ilustratorów. Jako miłośniczka dobrej lektury uznałam,  że to najlepsza książka na inaugurację literackiego bloga.


[1] Jerzy Pilch, Narty Ojca Świętego, Warszawa 2004, s. 6