Archiwum kategorii: Varia

Kociołek majowy

Takie urywki / Bianca Bellová ; przełożyły Anna Radwan-Żbikowska, Julia Różewicz. Wroclaw : Wydawnictwo Afera, 2025. 300, [7] stron ; 19 cm

Vaim / Jon Fosse ; z norweskiego przełożyła Iwona Zimnicka. – Wydanie I. Warszawa : ArtRage, 2026. – 119, [9] stron ; 18 cm. (Mały Format)

Człowiek pana ministra / Michal Sýkora ; przełożyła Martyna M. Lemańczyk. Wydanie pierwsze. Wrocław : Wydawnictwo Afera, 2021. 489, [6] stron : plan ; 21 cm. Seria: Czeskie Krymi ISBN: 978-83-65707-36-9

Pustynia Tatarów / Dino Buzzati ; przełożył Alojzy Pałlasz ; posłowiem opatrzyła Katarzyna Skórska. Wydawnictwo Officyna. Wydanie I. Łódź : Officyna, 2025. 255, [1] strona ; 22 cm.

Nie ma sensu robić wielkich planów, gdy od zawsze oczekiwana majówka, jest w tym roku raczej symboliczna. Tak wypadło. Podobnie jak – „Nie ma sensu kupować kredensu…”, tak, pośpiewać sobie można, a nawet trzeba 😉 Z pewnością po książkę również warto sięgnąć, wchodząc w majowe klimaty tak w ogóle. Wokół dość zielono, bzy, kasztany kwitną, miłe zapachy w powietrzu, które jednak ciepłem nie rozpieszcza. I z tym można dać sobie radę, przygotowując sobie ciepły majowy kociołek propozycji. Można dokończyć, co porzucone w połowie, zacząć, co odkładane od dawna lub gdzieś się udać i odkryć coś, co tylko wydaje się, że jest znane od podszewki. Polecę dziś pewne miejsce, które takim odkryciom sprzyja. Rozpracujmy zatem te trzy punkty.

Punkt pierwszy. Dokończyć, co porzucone. Czyli Bianca Bellová i jej „Takie urywki”. Jako wielbicielka krótkiej formy czuję zadowolenie z lektury i myślę, że czas napisać zaplanowaną recenzję. Osiemnaście fabuł już chyba dobrze w głowie osiadło, choć jest to karuzela opowieści, czasem szalonych i zdumiewających. Faktycznie, takie urywki, niespokojne migawki z życia.
To dobry plan na początek maja. Zatem przysiądę i napiszę.

Fot. Dom Książki/Editress

Punkt drugi. Zacząć to, co odkładane. Może nie od dawna. W zasadzie nie są to sprawy odkładane. Po prostu zaplanowane na później. Na rozpoczynający się maj przeznaczyłam sobie trzy tytuły, których jestem bardzo ciekawa i już cieszę się na te literackie spotkanie. Rozstrzał spory, ale europejski – włoski, norweski i czeski. Coś w rodzaju trójkąta. Bardzo urozmaiconego, bo jest to rozstrzał także gatunku i stylu.

Na początek „Vaim” Jona Fossego. Noblista z 2023 roku i jego nowa powieść. Fosse to zawsze wyzwanie. Zdania pozbawione kropek ciągnące się w nieskończoność, mało dialogów. Tu trzeba wykazać sporo własnej inwencji, aby tekst stwarzał kolejne obrazy, aby płynnie przekazywał zdarzenia dzielone na kadry, tak potrzebne, aby fabułę przyswoić. Czytelnik ma tu sporo do zrobienia i zdecydowanie staje wobec konkretnego wysiłku czytelniczego. Ale oczywiście spróbuję i to z dużym zapałem.

Jeśli pojawią się większe trudności, planuję przeskoczyć na „czeskie krymi”, czyli powieść kryminalną „Człowiek pana ministra” Michala Sýkory. Wydawnictwo Afera z powodzeniem spopularyzowało czeskie kryminały w kraju nad Wisłą, a wspomniany autor zyskał szczególnie liczne grono fanów. Sýkora aktualnie intensywnie podróżuje po Polsce. Podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Premier i Debiutów Gwiazdozbiór Kryminalny – Kujawy i Pomorze, organizowanym przez  Książnicę Kopernikańską autor odsłonił swoją pamiątkową tablicę. A już w maju odwiedzi Festiwal Literacki Lądek. Fani mogą ustawiać się po autografy ołomunieckiego profesora, który przy okazji pisze dobre kryminały. 🙂

Ostania planowana lektura to „Pustynia Tatarów” Dino Buzzatiego w nowym wydaniu Officyny. Powieść ma już swoje lata, ale przy okazji lektury „Anatomii opowiadania” Macieja Miłkowskiego autor przypomniał mi o tym włoskim powieściopisarzu, omawiając opowiadanie Buzzatiego „Siedem pięter”. Od tego momentu obiecywałam sobie, że koniecznie muszę sięgnąć po tego autora przy najbliższej nadarzającej się okazji. Właśnie nadeszła. Czego można się spodziewać po „Pustyni Tatarów”? Sam autor, przyglądając się monotonii pracy swoich kolegów w „Corriere della Sera”, poczuł, że ta obserwacja, – i tu oddajmy głos autorowi -„zainspirowała mnie do napisania powieści, w której ująłbym los przeciętnego człowieka liczącego na wielką szansę i robiącego wszystko, aby ona nadeszła, a kiedy ta pojawia się na horyzoncie i niby ma się już urzeczywistnić, to przepada. Lub gdy się pojawia, dla niego już jest za późno…” – wyznał w jednym z wywiadów. Życiowe i bardzo dotkliwe, warte opisania i przeczytania.

fot. Dom Książki/Editress

Punkt trzeci. Pozwolę sobie polecić odwiedziny w szczególnym miejscu. Właśnie tam można odkryć, że to, co wydaje się nam znane od poszewki, wcale takie nie jest. A myślę o Muzeum Pana Tadeusza, które jest idealnie zlokalizowane na wrocławskim rynku w pięknej kamienicy Pod Złotym Słońcem. To „młodziutkie” muzeum świętuje właśnie dekadę działania i myślę, że jest to świetna okazja, aby zawitać w progi tej przepięknej kamienicy i przekonać się, ile naprawdę wie się o „Panu Tadeuszu” i nie tylko. Najnowsza wystawa „Zanim Pan Tadeusz stał się epopeją” rzuci wiele światła na kulisy powstawania dzieła, które łączy tyle pokoleń Polaków i nie wyczerpuje swoich tajemnic. Wizyta w tę majówkę jest idealnym pomysłem!

Muzeum ma niezwykle bogatą ofertę przez cały rok, ale ten, 2026 jest szczególny. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił bowiem rok 2026 rokiem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, założyciela Ossolineum, natomiast Rada Miejska Wrocławia nazwała ten rok Rokiem Ossolineum. Muzeum Pana Tadeusza to jeden z czterech oddziałów Ossolineum i w związku w tym również hucznie świętuje.

Kalendarz imprez wypełniony po brzegi można sprawdzić na stronie muzeum https://muzeumpanatadeusza.ossolineum.pl i na prężnie działającym facebooku. Dla leniwych wstawiam zrzuty z FB. 🙂 Program na początek maja.

Muzeum Pana Tadeusza podbiło moje serce, czuje się w nim pasję ludzi, którzy pracują nad ofertą dla zwiedzających. A zapewniam, że dobrze poczują się tam i dorośli, i dzieci. Muzeum ma niezwykły klimat, w którym miesza się nowoczesność z klasyczną ekspozycją muzealną. Obok wystawy głównej poświęconej „Panu Tadeuszowi” jest również stała ekspozycja „Misja: Polska” – czyli wszystko o Janie Nowaku- Jeziorańskim – absolutnie kapitalna i wystawa poświęcona Tadeuszowi Różewiczowi – równie znakomita.

fot. Dom Książki/Editress

Warsztaty dla dzieci, muzealny klub książki, konferencje, wystawy stałe i czasowe, spotkania autorskie, piękne foldery – to wszystko oferuje Muzeum Pana Tadeusza w swoich niezwykłych pomieszczeniach. Można również zrobić pamiątkowe zakupy w księgarni, nabyć „Pana Tadeusza” w serii Biblioteka Narodowa – to oczywiste :), w końcu jesteśmy w Ossolineum, aczkolwiek można również zdobyć to wyjątkowe wydanie z ilustracjami Józefa Wilkonia, a potem przysiąść w kawiarence. Wszystko, co kocham 🙂

Zatem! Udanego „majowania”!

Editress

Cuda wianki w chorwackim wydaniu lub reset mózgu

Cud w Dolinie Poskoków / Ante Tomić ; z chorwackiego przełożyła Dorota Jovanka Ćirlić ; [rysunki Katarzyna Kaczmarek]. Warszawa : Noir sur Blanc, 2024. 206, [2] strony : ilustracje ; 24 cm.

Fot. Dom Książki/Editress

Momentami nie wiedziałam, co czytam. Cóż to za świat został mi postawiony przed oczami! Absurd, czarny humor – często bardzo czarny, komizm w wielu postaciach, przelewały się z każdej strony z siłą wodospadu.

Nie wiem, czy chcę szukać w tej powieści jakiś poważnych przesłań, bo ich tu kompletnie nie widzę. Traktuję ten tekst jak reset dla mózgu. Czysta rozrywka, nie zawsze najwyższych lotów, ale można spróbować. Znajdziecie tu, co tylko chcecie. Ja, na przykład, widziałam migawki z „Wesela w Atomicach” Mrożka, gdy przedstawiono mi arsenał militarny, jakim dysponowała rodzina Poskoków. Ojciec i czterech synów, którzy w osadzie zapomnianej przez Boga, żyją jak dzikusy z kompletnie pomieszanym systemem wartości, dysponują bronią wszelkiego kalibru. A skąd ją mają? Cóż, echa bałkańskiej wojny pobrzmiewają w tej powieści wielokrotnie, zawsze okraszone czarnym humorem.

Styl życia Poskoków dyktuje ojciec, ale do czasu (poskok to podobno nazwa jadowitej żmii, co idealnie pasuje do charakteru męskich bohaterów). Wszystko się zmienia, gdy w osadzie pojawia się kobieta. A potem kolejne. Cuda, panie! Ale senior rodu nie ma ochoty ich akceptować. Nawet jego żona, o której śmierci dowiadujemy się na początku fabuły, nie zdołała ucywilizować męża i potomstwa. Teraz mają to uczynić obce kobiety? No, zobaczymy… Sposób, w jaki trafiają one do Doliny Poskoków, jest więcej niż nietuzinkowy. Tego się nawet streścić nie da 🙂

Jak na chorwacką powieść przystało, odbija się w niej Chorwacja, ale w kompletnie niepoważny sposób. Rozpoczynającym lekturę zalecam ogromny dystans i nastawienie się głównie na komizm, brak sensu, czasem głupkowaty humor, który też bywa potrzebny. Bywają też „momenty”, mocne słowa, satyra, czasem pomieszana z szyderstwem. I wszystkie najnowsze trendy w różnych sferach życia. No, jest na czasie 🙂

Ante Tomić na pewno zapisze się w mojej pamięci, wywołując za każdym razem krzywy uśmieszek na twarzy. Pisarz, gawędziarz, dziennikarz, komik i scenarzysta, jak czytamy w biogramie, potrafi efektownie zaskoczyć, ale i rozczarować. Fabuła zasadniczo faluje jak sinusoida. Nie zdradzę, gdzie znajduje się jej amplituda przy samym końcu. 🙂

Powieść tłumaczyła Dorota Jovanka Ćirlić, czyliprzekładowa marka”. Zastanawiałam się podczas lektury, z czym tłumaczka musiała się zmagać podczas pracy nad tym tekstem. Sądzę, że miała sporo „zabawy” i nie wykluczam, że nie było jej zawsze do śmiechu. 🙂

Jeżeli nie macie ochoty czytać „Cudu w Dolinie Poskoków”, możecie wysłuchać, ponieważ książka była czytana w radiowej „Dwójce” przez Arkadiusza Janiczka. Kto wie, może też odsłucham, z ciekawości, jak ten szalony tekst zinterpretował aktor.

Miłej zabawy!

Editress

Dobro i prawda przez cały rok

Breviarium kanonu kultury : dobro w sztuce życia Europy łacińskiej : honeste vivere / wybrał & opracował Paweł Milcarek. Dębogóra : Wydawnictwo Dębogóra, 2024. – 1397, [2] strony ; 24 cm.

Breviarium kanonu kultury : prawda w tradycji intelektualnej Europy łacińskiej : sapientia / wybrał & opracował Paweł Milcarek. Dębogóra : Wydawnictwo Dębogóra, 2024. – 1379, [1] strona ; 24 cm.

Fot. Dom Książki/Editress

W zeszłym roku, mniej więcej o tej samej porze, moją świąteczną polecajką było Breviarium Kanonu Kultury, tom pierwszy – Decorum. Literatura klasyczna  Europy łacińskiej na każdy dzień. Muszę przyznać, że bardzo umiliła mi głównie wieczory w tym mijającym (już prawie) roku. Nie chcą tracić przyjemności codziennego czytania rzeczy wartościowych, z radością będę sięgała do kolejnych tomów, czyli Breviarium Kanonu Kultury. Honeste vivere (tom drugi) i Breviarium Kanonu Kultury. Sapientia (tom trzeci). Tym razem będzie to podróż po moralności i tradycji intelektualnej Europy. Już się cieszę na tę lekturę, tym bardziej, że szczególnie dziś powrót do korzeni europejskich w tych zakresach, wydaje się nader potrzebny.

„Honeste vivere” – „Żyć godnie, szlachetnie, uczciwie” – czyż nie brzmi to, jak prawdziwe zaproszenie do wspaniałego życia, które czynią nam wielcy filozofowie, teolodzy i moraliści? Każdego dnia sącząc nam dobre wskazówki, rady, napomnienia? Fundamenty molarności, sprawiedliwości i szczęścia stoją przed nami w prozatorskiej refleksji największych umysłów Europy, o których nie wolno nam zapomnieć. Platon, Arystoteles, święty Augustyn w czasie duchowego zamętu mogą okazać się bezcenni. Autorzy tego tomu zadbali o komfort czytelnika i zaopatrzyli każdy fragment wstępem i wskazówkami interpretacyjnymi. Można śmiało wkroczyć w myśl starożytnych i średniowiecznych myślicieli Europy i dokonać głębszych refleksji nad tym, co w nas i wokół nas. Dla pełnej harmonii życia.

W trzecim tomie znajdziemy to, co nazywamy tradycją intelektualną Europy, by sięgnąć po prawdę o Bogu, człowieku i świecie. Prawdy, która jest nam niezbędna, by mieć dobry kompas w sobie. Tu również znajdziemy teksty największych umysłów, czyli Platona, Arystotelesa, Cycerona, Galena, Augustyna, Boecjusza, czy Tomasza z Akwinu.

Myślę, że lekturę zacznę jeszcze w tym roku, czas świąteczny doskonale wpływa na nowe otwarcia. A przyznaję, że doczekać się nie mogę, łakomie patrząc na te piękne także edytorsko tomy. Jak dobrze każdego dnia obcować z pięknem w czasach kultu brzydoty.

Z życzeniami radosnego świętowania Narodzenia Pańskiego i wszelkiego dobra w nowym roku, niezmienne polecam dobre książki, czasem także piękne.

Editress

Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej… wioski!

Dobrý den : chmiel, tożsamość i luz : polskie mity o Czechach / Jakub Medek. Kraków : Mando, 2025. – 352 strony ; 21 cm.

Fot. Dom Książki/Editress

Książka, która przynosi sporo zaskoczeń i wybija z wielu stereotypów polsko-czeskich. Narosło ich całkiem sporo przez lata i autor (także polsko-czeski :)), świetnie się z nimi rozprawia, a w zasadzie rozkłada na czynniki pierwsze. Jakub Medek, autor podcastu Czechostacja, dzięki swojej „dwunarodowości”, jest szczególnym obserwatorem, czy też interpretatorem tego wszystkiego, co pod warstwą stereotypów się kryje.

Podział książki na charakterystyczne bloki tematyczne, które poniekąd definiują wzajemne, polsko-czeskie spojrzenie na nasze narody, uważam za bardzo udany. Ateiści, Mali Niemcy, Śmieszny język, Kolaboranci, Piwo… przykłady tytułów rozdziałów, które mówią wszystko. Ale ich zawartość może bardzo zaskoczyć. Myślę, że niewielu czytelników będzie się spodziewało „hiszpańskiej wioski”, ale „czeskiego filmu” na pewno :). I też o nim będzie solidna opowieść (Czeski film, czyli sranda). Kładę nacisk na formę opowieści, ponieważ autor daleki jest od naukowego stylu, pisze ze swadą, bez zadęcia rozprawy socjologicznej, choć tekst jest bardzo bogaty w rozważania historyczne i kulturowe. Czytelnik, który kompletnie nie zna historii Czech, sporo zyska, bez poczucia, że siedzi na nudnym wykładzie. Książkę po prostu się pochłania.

Co jest źródłem czeskiej tożsamości? Jakie znaczenie ma tu język, historia, religia? Co spowodowało, że Czesi są indywidualistami, który chcą żyć, wierzyć, myśleć po swojemu? Sporo odpowiedzi padnie, ale też często pojawi się pewnego rodzaju niejednoznaczność, czy też „to nie takie proste”. W zasadzie to zupełnie naturalne, że naród buduje, „stwarza” wiele czynników i ich wypadkowa daje czasem skomplikowany obraz. To też bywa, że pojawiają się komplikacje.

Język czeski jest śmieszny? Cóż, Czechów śmieszy polski. Przyznaję Autorowi rację, że nauka czeskiego powoduje, że język ten zupełnie wytraca śmieszność, często wprost proporcjonalne do poziomu jego znajomości. Nawet samo podjęcie nauki robi już poważne cięcie w tej „śmieszności”. Mnie już w zasadzie zupełnie nie śmieszy, choć dopiero wspinam się na kolejne poziomy J. Rozdział o języku z pewnością będzie wielkim zaskoczeniem dla czytelnika, jeśli nigdy wcześniej nie wchodził w tę tematykę. Czeskie odrodzenie i rekonstrukcja języka, to prawdziwy ewenement godny podziwu. Język stał się elementem zachowania, przechowywania tożsamości narodowej, kulturowej. Osobiście jestem pod wrażeniem, jak dobrze Czesi mają opracowany korpus językowy, który jest dostępny w sieci. Bezcenne przy nauce. Możemy zazdrościć.

Kolaboranci poddający się przed pierwszym wystrzałem? Niekoniecznie. I nie chodzi tu tylko o słynną akcję Anthropoid. Autor sporo miejsca stereotypowi kolaboracji, bierności i tchórzostwa poświęca. Czy to tylko pragmatyzm, czy coś jeszcze? Przyznaję, że dowcip, którym Medek kwituje rozdział Kolaboranci doskonale pokazuje ten dystans, którzy Czesi zachowują odnośnie do swojej historii. A czym jest ten dystans? Tym mitycznym luzem, który widzą Polacy? I tu wkraczamy w rozdział Pohoda, który dla mnie był najbardziej interesujący. Czym jest „pohoda”. Trudno to zinterpretować, wysłużę się Autorem:

Czasem, tłumacząc w Polsce pohodę, używam określenia „wywalone”. Chociaż ono też nie jest dobre – pohoda jest stanem pozytywnym, tu nie ma rezygnacji, poddania się, przegranej walki, odpuszczenia, które może się z tym „wywaleniem” kojarzyć. (…) Ale pohoda to przede wszystkim styl życia. Czeski dystans do wzniosłości, patosu i wielkich słów na wiele wspólnego z tą postawą. Pohoda nie znosi tragizmu.

Mogłoby się wydawać, że pohoda to absolutnie rewelacyjna postawa życiowa. Jednak Autor pokazuje dalej, że ma ona też złe oblicze, w którym chce się mieć święty spokój, w którym dominuje obojętność.

Rozdział, który najbardziej mnie zaskoczył, to Oligarchowie. Czesi mają swoich oligarchów, którzy doskonale radzą sobie na światowej arenie wielkiego biznesu. Spore wpływy mają także w Polsce. Dobrym przykładem jest InPost. Przyznaję, że nie miałam pojęcia, że w Czeskiej Republice istnieje oligarchiczność, ale chyba nie powinnam mieć z tego tytułu specjalnych wyrzutów, bo jak pokazuje Medek, sami Czesi nie są specjalnie tego świadomi. Czescy oligarchowie nie wiodą celebryckiego życia i drażnią opinii publicznej :).  

„Piwo, to moje paliwo”, mawiał mój znajomy czechofil. O piwie oczywiście być musi. Hopsoda, piwo i rytuały z nimi związane to chyba najbardziej nieprzesadzony stereotyp. Potęga hospody jest niezaprzeczalna, a piwo to dobro narodowe. Jakub Medek barwie barwnie charakteryzuje tę piwną religię.

A na koniec? Czeski film? Oczywiście! Wielu Polaków oglądało czeskie seriale, czeskie komedie i żywią do nich prawdziwy sentyment. Rozdział Czeski film, czyli sranda jest czymś na kształt filmoznawczego wykładu. Film z pewnością utrwala różnego rodzaju stereotypy, dlatego zmartwiłam się, gdy w końcowym rozdziale, pokazującym obecne relacje polsko-czeskie, Autor zwrócił uwagę, że wśród Czechów cieszył się popularnością polski serial 1670 … 😉

Tymczasem podobno w Czechach przybywa polonofilów, polska kiełbasa zyskuje na uznaniu, a w Polsce można w sezonie wakacyjnym spotkać wielu czeskich turystów (podczas wakacji na Helu czułam się prawie jak w Czechach :)). Być może dzięki temu pogrzebiemy złe stereotypy i stworzymy  dobre, zacieśniające relacje z bratem Czechem :). Polecam zatem na początek książkę Dobrý den : chmiel, tożsamość i luz : polskie mity o Czechach.

Editress

Biblioteczka fana przekładu

Trzydziestego września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Tłumacza. Lubię wznieść toast za tłumaczy, bo wyjątkowo cenię sobie ich pracę. Chętnie czytam książki o tłumaczach,  przekładach, czy o samej teorii przekładu. Wśród wielu tego rodzaju lektur trafiłam na dość ciekawą opinię, którą mogłabym sprowadzić do wniosku, że nie ma prostych tekstów do przekładu. Gdy się tłumaczowi wydaje, że tekst jest prosty, znaczy to, że zwyczajnie nie zorientował się, gdzie ukryty jest podstęp, haczyk. A tych doprawdy może być wiele.

fot. Dom Książki/Editress

Buduję sobie od lat biblioteczkę fana przekładu i z wielkim zainteresowaniem przyglądam się „sposobom” na udaną translację. To chyba specyficzna pasja :). Z okazji święta tłumaczy, chciałabym wrzucić dziś kilka swoich przemyśleń, którymi podzieliłam się  też z zaprzyjaźnionymi  tłumaczami w kilku rozmowach.  Oto one 🙂

Siła kultowych przekładów

Przekład potrafi głęboko funkcjonować w kulturze. Utrwalić się w świadomości czytelników. Przykładem może być „wyklęte” tłumaczenie „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej” Pawła Hullki-Laskowskiego, które w obronę bierze Aleksander Kaczorowski we wstępie do książki „Nim Szwejk poszedł na wojnę”. Podobnie „Proces” Franza Kafki i słynne pierwsze zdanie „Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany.”, w tłumaczeniu Brunona Schulza lub jak się mówi coraz częściej jego narzeczonej Józefiny Szelińskiej. Tymczasem w 2008 roku Jakub Ekier przychodzi z nowym tłumaczeniem tego klasycznego już dzieła, które się zaczyna inaczej: „Ktoś musiał fałszywie oskarżyć Józefa K., bo przecież on nic złego nie zrobił, a został pewnego ranka pozbawiony wolności”. „Fałszywie oskarżyć”, a nie „zrobić doniesienie”. W „doniesieniu” może być przecież jakaś prawda, w „fałszywym oskarżeniu” nie ma już żadnych wątpliwości, że bohater jest niewinny. To robi jednak sporą różnicę w odbiorze tego utworu. Widać zatem jak na dłoni, jak ważny jest dobry przekład dla zrozumienia pełnego sensu tekstu. Często jednak siła kultowego przekładu utrzymuje go w dominującej mocy.

fot. Dom Książki/Editress

Tłumacz i odpowiedzialność…

W recenzowanej na blogu książce Krzysztofa Umińskiego „Trzy tłumaczki” autor przywołuje spór, jaki rozgorzał pomiędzy Jerzym Jarniewiczem a Rafałem Lisowskim w kwestii odpowiedzialności tłumacza za to jak tłumaczy i co tłumaczy. Jerzy Jarniewicz w tekście „Syzyf zwycięzca” w Dwudtygodniku.com, stwierdza, że tłumacz taką odpowiedzialność ma. Rafał Lisowski stwierdził natomiast, że niewielu tłumaczy ma realny wpływ na to, co się przekłada, a “żyć z czegoś trzeba”. Sam Umiński podsumowuje to tak: „Przyznaję, bliższy jest mi maksymalizm Jarniewicza. Uważam, że tłumaczyć warto wtedy, kiedy się książkę uważa za cenną, inaczej człowiek świadomie uczestniczy w zaśmiecaniu świata. A przecież sam więcej niż raz sprzeniewierzyłem się tej zasadzie (m.in. próbując zarobić na pisanie tej książki) i wiem, że czasem trudno uniknąć tłumaczenia książek głupich i złych. Zwłaszcza gdy ktoś żyje wyłącznie z przekładu. Lub jest debiutantem. Lub samotnie wychowuje dziecko”.

Fot. Dom Książki/Editress

Motywacje

Czemu ludzie uprawiają ten trudny i średnio opłacany zawód? W świetnym komiksie o tłumaczach i tłumaczeniu „W głowie tłumaczy” (scenariusz Tomasz Pindel) również omawianym na blogu znalazłam taki zestaw motywacji: altruistyczne, literackie, pragmatyczne, intelektualne. Życzę wszystkim tłumaczom, aby wszystkie motywacje zostały spełnione i nagrodzone finansowo 🙂

Editress

Finał na Tamizie

Trzech panów w łódce nie licząc psa / Jerome K. Jerome ; tł. [z ang.] Kazimierz Piotrowski. Warszawa : Książka i Wiedza, 1988. Wyd. 4.

fot. Dom Książki/Editress
(moja ulubiona seria na wakacje)

Ta mała, wysłużona książeczka (co widać na zdjęciu) doskonale ukoiła żal kończącego lata i finału wakacji. Niestety. Książka z 1889 roku, którą nadal czyta się z trwałym uśmiechem na ustach, czasem z głośnym śmiechem. Tego nie dostarczą Państwu polskie kabarety. Napisałabym również – niestety – ale wtedy wyjdzie rym. Kabarety – niestety. I będzie równie śmiesznie jak w polskim kabarecie. Chyba udzieliła mi się atmosfera „Trzech panów w łódce nie licząc psa” i zasadniczo o to chodziło. Pozostaje tylko obśmiać wszystko wokół siebie i nabrać dystansu. Lektura dziś prezentowana jest w tej kwestii nader pomocna.

Brytyjska klasyka, początkowo niedoceniona przez krytyków, entuzjastycznie przyjęta przez lud – nic nowego pod słońcem – doskonale pokazuje humor, charakter i nieśmiertelną klasowość wyspiarzy. Chyba każdy z grubsza wie, co się dzieje w owej powieści. Dla porządku, trzej mężczyźni (hipochondrycy) w celu poprawienia swojego słabego (ich zdaniem zdrowia) wybierają się wraz z psem na wyprawę łodzią po Tamizie. Sama wycieczka oraz przygotowania do niej jest okazją do snucia zabawnych opowieści, anegdot, wpadania w wir przedziwnych zdarzeń. Mnóstwo humoru sytuacyjnego, kpiny z ludzkich przywar i spore dawki ironii.

Wspaniałym bohaterem tej powieści jest, niby nieliczący się pies, foksterier Montmorency, potworny zbój i zarazem uroczy łobuziak, który jeszcze bardziej podbija komiczność utworu.

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” pomagało mi również wchodzić na wyższe poziomy języka angielskiego, gdyż powieść stała się kanwą podręcznika do samodzielnej nauki. Mam więc do tej powieści szczególny sentyment.

fot. Dom Książki/Editress

Polecam smutasom, hipochondrykom, znudzonym i nostalgikom już tęskniącym za kolejnym latem. Książka jest w wielu formach dostępna. Słuchowiska, audiobooki, ebooki. Są też nowsze tłumaczenia niż to, którym ja dysponuję – z mojej ulubionej serii wydawniczej na lato. A może spróbować po angielsku? Obojętnie jak i gdzie, życzę dobrej zabawy!

Editress

Półmetek

Miłe są powroty, szczególnie te letnią porą. Choć trudno w tym roku odnaleźć atrybuty lata, nawet będąc w drodze. Nostalgicznie mi się zrobiło na tym półmetku wakacji, a kolejne odwiedziny w Wiśle, po dość długiej nieobecności, podbiły tę nostalgię jeszcze bardziej. Mural z Jerzym Pilchem, z cytatem z jego „Innych rozkoszy” przyprowadziły mnie bowiem do półki z książkami nieżyjącego pisarza. Uruchomiły się różne wspomnienia i wrażenia lekturowe. Pilch przez lata dostarczał ich wiele. Ostatnie tytuły przyniosły już pewne rozczarowania, ale generalnie twórczość autora z Wisły to dobra uczta literacka. Stąd ta nostalgia, ponieważ dotyka mnie ostatnio pasmo lekturowych zawodów, porażek i rozczarowań, czasem nader spektakularnych. Szumne tytuły często okazują się wydmuszką. Piętrowe eksperymenty z językiem, narracją, czy też wypychanie fabuł tematami z trendów, nie pomaga. Czytelniczy fin de siècle w trzeciej dekadzie XXI wieku? Biorę do ręki książki Jerzego Pilcha i już wiem, że po kolejnej stracie czasu z supernowością wydawniczą, powróci autor z Wisły na pociechę.

Fot. Dom Książki/Editress (było pochmurno)

Jak sam mówił:

Wydaje mi się, że nadmiar prowokacji świadczy o niedoborze talentu.

Tadeusz Nyczek, „Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami”. Kraków 2012.
Z rozmowy z Jerzym Pilchem.

Mówił tu o sztuce, literatura też nią jest. Prowokacji dziś sporo, talentu mało. Pochód nagich królów spory. Wielu im klaszcze, choć nie ma do czego….

Widać moje zniechęcenie, które jednak w czytaniu mnie nie zatrzymuje. Mam nadzieję, że już niebawem wezmę na warsztat książkę, która mnie oczaruje (muszę wyznać, że jako redaktor dwie takie książki przeczytałam, ale jeszcze trzeba na nie poczekać). Mając w pamięci też inne słowa autora „Pod mocnym aniołem”, trwam przy czytaniu dzielnie, żeby nie stracić czegoś ważnego 😉

Można kochać się w kobiecie, która nie lubi książek?
Można, ale po co?
Kto przy zdrowych zmysłach zakochuje się w kobiecie, która nie lubi książek?

Jerzy Pilch, Zuza albo czas oddalenia

„Szli środkiem listopadowej nocy”… tymczasem dopiero sierpień nadchodzi, a już „jakby” jesień. Może jeszcze to „jakby” lato coś dobrego przyniesie 🙂 I przejdziemy się środkiem świata 🙂 środkiem prawdziwej, dobrej literatury.

Editress

Na majówkowy piknik na trawie – książkowe propozycje

Ostatni pisarz / Marek Krajewski ; [projekt okładki Mariusz Banachowicz]. – Wydanie I.Kraków : Wydawnictwo Znak, 2024. – 327, [9] stron ; 21 cm.

Zaklinacz deszczu / Jiří Hájíček ; przełożyła Dorota Dobrew. Wrocław : Książkowe Klimaty, copyright 2018. – 312 stron ; 20 cm.(Czeskie Klimaty)

Mroczniejszy odcień magii / V. E. Schwab ; przełożyła Ewa Wojtczak. – Wydanie I.Poznań : Zysk i S-ka Wydawnictwo, copyright 2016. – 405, [2] strony ; 21 cm.

Masz się łasić : mobbing w Polsce / Katarzyna Bednarczykówna. – Wydanie I.Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2024. – 242, [5] stron ; 23 cm. (Reportaż)

Do majówkowego kosza piknikowego warto wrzucić kilka książek. Przejrzałam „stosik wstydu”, który piętrzy się z każdym miesiącem coraz bardziej ku sufitowi i wybrałam następująco:  

Marek Krajewski i jego „Ostatni pisarz”. Wrocławski autor kryminałów retro w zupełnie nowej odsłonie. „Futurystyczna powieść kryminalna” – jak rekomenduje wydawca wydaje się ciekawą propozycją na majówkę. Tytuł nurtuje, a skok do Wrocławia z 2079 roku – pociąga. Zobaczymy, czy „Ostatni pisarz” będzie dobrym wyborem 🙂 Robię sobie spore nadzieje 🙂

Fot. Dom Książki/Editress

Książka czeskiego autora, która sporo przeleżała, ale się doczeka 🙂 Jiří Hájíček jest mi znany z powieści „Rybia krew”, która zrobiła dobrze zapisała się w mojej pamięci, zatem mix polsko-czeski urozmaici początek maja.

Fot. Dom Książki/Editress

I propozycja myślę, że dobra dla młodzieży. Intrygująca magiczna, fantastyczna historia z równoległych Londynów, czyli Mroczniejszy odcień magii V. E. Schwab. Mówią niektórzy, że „nie ma takiego miasta jak Londyn, jest tylko Lądek Zdrój”, a tymczasem Londyn może być wielokrotny 🙂 i dużo może się w nim dziać.

Fot. Dom Książki/Editress

Na koniec propozycja reportażowa. Przewrotny wybór na majowe święto pracy. Trudno. Przyznaję, że do tego reportażu zabierałam się dość długo. Wiedziałam, że wywoła przykre obrazy, zdarzenia, słowa i ludzi. Obawiałam się, że w jakieś opowiedzianej przez autorkę historii, będę mogła przeglądać się jak w lustrze. I tak też było.

Fot. Dom Książki/Editress (screen z e-booka)

Mam wrażenie, że mobbing stał się jakąś częścią składową pracy w Polsce. Cechą wręcz dystynktywną. Znam zbyt wielu ludzi, którzy tego doświadczyli, a nawet nadal doświadczają, bo z różnych powodów nie mogą wyrwać się z tej machiny przemocy. Po lekturze „Masz się łasić. Mobbing w Polsce” Katarzyny Bednarczykówny, mając także na uwadze własne doświadczenia oraz znajomych, wniosek wysnuwam jeden. Ofiara mobbingu zawsze przegrywa. Zawsze. Nawet jeśli po latach uda się jej wygrać w sądzie, jest zazwyczaj ruiną psychiczną i fizyczną. Przez lata dochodzi do siebie i nie zawsze z sukcesem. Powiedzmy, że stara się panować nad sytuacją. Wieloletni mobbing w różnym wydaniu dokonuje nieodwracalnych szkód.

To nie tylko szef, dyrektor, kierownik. Ale także współpracownicy. Kiedy widzą, że mogą, również będą, mówiąc kolokwialnie – dojeżdżać. Często przemoc nie kończy się w momencie odejścia z pracy. Kto ma ochotę na lekturę zdecydowanie nie rozrywkową, polecam.

Editress

Z pięknem w dłoniach przez cały rok!

Breviarium kanonu kultury : literatura Europy łacińskiej : decorum / wybrał & opracował Paweł Milcarek. Warszawa : Ośrodek Rozwoju Edukacji, copyright 2022. – 1199, [1] strona ; 24 cm.

fot. Dom Książki/Editress

Wspaniała księga, wysmakowana edytorsko wpada w moje ręce w świątecznym czasie, dając mi zapowiedź tego, że w przyszłym roku codziennie będę obcowała z klasyczną literaturą piękną od Greków, przez Rzymian do autorów chrześcijańskich. Breviarium kanonu kultury opracowane przez Pawła Milcarka to odświeżający powrót do korzeni literackich Europy. Piękna podróż w klasyczne już teksty Homera, Wergiliusza, czy Seneki.

fot. Dom Książki/Editress

Nie brakuje też tekstów polskich, które nawiązują do klasyki. Czytelnik może w ten sposób ocenić, jak rozumie klasykę w polskim nawiązaniu. W tekstach od średniowiecza do Młodej Polski. Wybór zapowiada się niezwykle obiecująco.

fot. Dom Książki/Editress

Nawiązanie do klasycznego brewiarza zapewnia codzienną dawkę znakomitej literatury do kontemplacji. Uważam, że to niezwykle pomocne i wręcz zbawienne dla ducha w czasach, w których niepokój trawi nasze umysły i serca. Tym bardziej cieszy mnie, że Breviarium kanonu kultury trafiło w święta pod moją strzechę i zostanie przez cały rok.

Rekomenduję każdemu na nadchodzący rok! Oby był udany pod każdym względem. Także literackim!!

Editress

Bo punkt widzenia zależy…

Z punktu widzenia ziemniaka / Filip Zawada ; czerwień Jakub Zasada. Kraków : Wydawnictwo Znak, 2024. s.383, [1] strona ; ilustracje ; 20 cm.

Moje ziemniaki nie mają punktu widzenia, ale i tak je lubię 🙂
Fot. Dom Książki/ Editress

… Zależy od wielu spraw, zdarzeń, samopoczucia, a także formy bytu, jak się okazuje. Lub punktu siedzenia, jak głosi fizyka. W ogóle nie planuję wchodzić w jakieś głębokie dywagacje, nic z tych rzeczy. Na absolutnej końcówce wakacji i zbliżającego się końca lata nawet nie wypada wchodzić na poważne tony, tylko oddać się szaleństwu i niczym nieskrępowanej myśli.

Z pomocą przychodzi niezastąpiony Filip Zawada, który kilka lat temu zawładnął moją wyobraźnią i emocjami przy pomocy swoich książek: „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna”, „Psy pociągowe”, „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”, kolejność tytułów przypadkowa.

Było absolutnie oczywistym, że gdy zobaczyłam „Z punktu widzenia ziemniaka”, musiałam nabyć. I dobrze się stało, bo – jest życiowo, o życiu, przez życie i dla życia. Egzystencjonalnie i to okiem ziemniaka. Tak, to możliwe, szczególnie u Zawady. Liczy się słowo i obraz. Najlepsze połączenie. Bywa humor, bywa, że go nie ma i może zrobić się smutniej. Jak to w życiu. Wielbiciele Zawady znajdą tu Autora, jakiego dobrze znają. Przebija tu i przecieka wiele znanych wątków, przemyśleń, figur i postaci z wcześniejszych jego książek. I przede wszystkim rozbrajająca myśl.

Czytajcie, jak chcecie, z filtrami, które proponuje autor lub według własnego uznania. Można skorzystać z Junga i Tao, ale i bez tego dacie sobie z tymi lapidarnymi tekstami radę. W końcu „rozterki to też może być sposób na życie”, jako rzecze ziemniak. Wiele spostrzeżeń zasługuje na to, aby je zanotować. Ja, na przykład, już wiem, w jaki wprowadzić się stan, aby znać odpowiedź na wszystkie pytania na świecie. Jak widać, punkt widzenia ziemniaka może być bardzo praktyczny i przydatny. Czasem warto go przejąć.

Mimo że można przeczytać tę książkę podczas jednego wieczoru, nie polecam takiego rozwiązania. Warto sobie dawkować i przy tym pogłówkować, a czasem szeroko się uśmiechnąć.

Kończąc słowami Autora, życzę wszystkim spokojnego chaosu. Codziennie w nim przecież siedzimy. 🙂

Editress