Archiwum kategorii: Szkoła

Rozbrajanie stereotypów

Me(m)diewistyka : cudownie dziwna sztuka średniowiecza / Zofia Załęska. – Wydanie I. Kraków : Wydawnictwo Znak, 2026. – 302, [2] strony : fotografie, ilustracje ; 22 cm.

Wieki, epoki, cykle. Jacques Le Goff pytał: „czy naprawdę trzeba dzielić historię na epoki”? Czy historia jest jedna i ciągła, czy podzielona na odcinki? Nie o twórczości Le Goffa jednak będzie, ale o książce, która właśnie bierze pod lupę potężny odcinek historii, najdłuższą epokę, jaką dotychczas wyznaczyliśmy, czyli średniowiecze. A konkretnie sztukę tego okresu.

fot. Dom Książki/Editress

Wokół średniowiecza narosło wiele uprzedzeń, stereotypów, uproszczeń i zwykłych bzdur wynikających z… niewiedzy i fatalnego pijaru, który rozpoczęli twórcy renesansu. Do dziś operujemy frazeologizmem – „mroki średniowiecza”, czy też w wielu w komentarzach internetowych można zaleźć podsumowania – „średniowieczny ciemnogród”, pokazując tym samym, że piszący te słowa sami są mocno niedoedukowani.

Na szczęście pojawiają się coraz częściej głosy rehabilitujące, pokazujące piękno i wielkość tej epoki, wyprowadzające celne ciosy w stereotypy, jak „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza” Zofii Załęskiej. Książka, którą serdecznie polecam przede wszystkim młodzieży, będzie bowiem doskonałym uzupełnieniem wiedzy o epoce w szkole średniej. Świetna powtórka przed maturą. Dodatkowy zasób ciekawych informacji, które mogą podbić punkty! 🙂

Książka popularnonaukowa, a jednak kompletnie bez naukowego zadęcia. Język dostępny, nasycony dowcipem i wielkim dystansem. Po tej lekturze średniowiecze już nigdy nie będzie takie samo.
Teocentryzm, dwujęzyczność, anonimowość – pojęcia najczęściej łączone z epoką. Autorka będzie się na nich opierała, aby pokazać te tendencje w sztuce – malarstwie, rzeźbie, rzemiośle artystycznym. Jak faktycznie wygląda kwestia anonimowości, czy kobiety miały swój udział w tworzeniu średniowiecznej sztuki? Spojrzy za zakres czasowy epoki i najważniejsze jej filary, które będą z czasem zmieniały akcenty. W końcu to aż 1000 lat trwania! Dużo się działo, także w sferze znaczeń i symboli, przedstawień i wpływów filozoficznych.

Chwytliwy blurb oddaje w dużej mierze atmosferę tej książki. Już od wstępu Autorka wita nas w humorze i z ciekawymi zapowiedziami. Potem już leci lawinowo. Myślę, że styl opowieści bardzo sprzyja zapamiętaniu wielu ciekawostek, po prostu się je chłonie. Stale mając na względzie młodego czytelnika – jest to wielki atut 🙂

Bestiariusze, żywoty świętych, niezwykłe przedstawienia w malarstwie, rzeźbie, przedmiotach użytkowych swoim ukrytym przekazem, który dziś nie jest dla nas oczywisty, zaskoczą wielu. Zapewne pomogą w lepszej kontemplacji i w zrozumieniu średniowiecznej sztuki, którą spotykamy w muzeach czy przede wszystkim kościołach. Autorka zdecydowanie umie rozbudzić zainteresowanie. Piekielne kręgi, niezwykłe zwierzęta, wymyślne tortury i śmierć, nie będą miały tajemnic w swoich przedstawieniach. Nie chcę ujawniać ciekawych detali, myślę, że już zapowiedziane na okładce średniowieczne przedstawienie bobra (wyglądającego jak pies :)) odgryzającego własne jądra – dobrze rozpala wyobraźnię 🙂 (no właśnie, dlaczego on je odgryza? :)) Na wiele pytań znajdziecie odpowiedź, nawet na te pytania, których sami nigdy byście nie zadali, bo nie mieliście pojęcia, że jest o co pytać. Powiedzmy sobie jasno, kto oprócz mediewistów i historyków sztuki tak dokładnie analizuje średniowieczną sztukę? Po tej lekturze na pewno też zaczniecie. W książce jest wiele pomocnych ilustracji (bobra też :)), które pomogą zweryfikować fakty od razu.

A potem tylko zaczynać własne poszukiwania, odkrycia i fascynacje. W epoce memów warto sięgnąć dalej, lepiej rozumieć, wyjść poza przerobione na dzisiejszą modłę obrazki i przekonać się też, że nie byliśmy tak całkiem pierwsi w obrazowych gierkach.

Editress

Gdy kradniesz coś, czego zwrócić nie możesz…

Złodziejka / Katarzyna Wasilkowska. Łódź : Literatura, 2025. Wydanie I.

Wnikliwa powieść, która z wielką dbałością o detale „obserwuje” młodzież i daje im mądre propozycje. Jak zawsze u Katarzyny Wasilkowskiej. Z wielką radością powitałam „Złodziejkę”, nawet z uczuciem ulgi, ponieważ taka proza jest absolutnym lekarstwem na nurt young adult, który – moim zdaniem – jest „rakiem” na literaturze dla młodzieży. Tak, piszę to z pełnym przekonaniem. Young adult to „literatura zła”. Przepychanie tezy, aby młodzi ludzie czytali cokolwiek, byle czytali, to absolutnie ślepa uliczka. Tym bardziej rekomenduję najnowszą, absolutnie rewelacyjną powieść Katarzyny Wasilkowskiej.

fot. Dom Książki/Editress

Autorka stworzyła prawdziwy obraz ósmoklasistów i ich rodzin. (Na marginesie, ósmoklasiści uzyskują ostatnio obok maturzystów szczególny status. Bo pierwszy ważny egzamin, który decyduje o pierwszym ważnym życiowym wyborze, zasługuje na uwagę. Także literacką. O ile maturzyści są literacko rozpracowani, o tyle w moim odczuciu o ósmoklasistów jeszcze nikt tak dobrze nie zadbał, jak robi to w powieści „Złodziejka” Katarzyna Wasilkowska.) Autorka wyłuskała ważne rówieśnicze problemy, stworzyła autentyczną atmosferę polskiej szkoły podstawowej. Szkoła jako „miejsce walki” i ustalania hierarchii. Mamy klasowe „gwiazdy”, które wiodą prym, „friki”, klasowy plankton, swobodne elektrony – którym jest główna bohaterka Marika. Myślę, że wielu czytelników bez problemu znajdzie tu własny „układ klasowy”.

Oto szkoła ze wszystkimi jej problemami, między innymi z przemocą w sieci (popularnymi ostatnio manipulacjami ze zdjęciami, które mają stać się źródłem kompromitacji). Na problemy ósmoklasistów składa się także zbiór dylematów z wyborem szkoły oraz obawy przed egzaminami, które już od września wiszą nad nimi jak miecz Damoklesa. Autorka poprzez bohaterów daje czytelnikowi dyskretnie kilka dobrych rad, jak wybierać szkołę. Licea, technika, praktyczne zawody i ich możliwości. Poprzez swoich bohaterów pomaga czytelnikom, nie narzuca, pokazuje, co jest ważne przy podejmowaniu decyzji i nie wartościuje wyboru.

Opowieść jest rozpisana na głosy. Głos Mariki i Tymona. Zapewnia to czytelnikowi pełen ogląd sytuacji, z różnych punktów widzenia. Bohaterowie są doskonale skonstruowani, jak również dwa, zupełnie inne modele rodzin, w których funkcjonują.

Marika nie jest postacią jednoznaczną i to jest ogromny atut tej powieści. Są bowiem „miejsca”, w których możemy z nią sympatyzować, ale są też sytuacje, które zmuszają nas do pokiwania bohaterce palcem. Nie jest to zatem prosta kreacja literacka, wyidealizowana, narzucająca jeden prawdziwy ogląd. Marika jest zdolną fałszerką usprawiedliwień i podpisów rodziców, a także złodziejką prywatności. Czytelnik otrzymuje życiową postać, złożoną z dobra i zła, jak każdy z nas. Ma przy Marice mnóstwo powodów do namysłu nad jej zachowaniem. Może próbować wejść w jej sytuację i zastanowić się nad tym, co sam zrobiły w takich okolicznościach. Bo przecież jest tyle powodów, żeby jej współczuć. Może zatem również napisać jej usprawiedliwienie?  

W życie Mariki wkracza Tymon i wnosi zupełnie nową jakość. Nietuzinkowa postać, którą dodatkowo podbija ciekawa rodzina. Chłopak rozpoczyna nowe życie po serii rówieśniczych kompromitacji. Ważny wątek, który pokazuje jak łatwo dziś stracić twarz wśród kolegów i jakim zagrożeniem może stać się Internet. Nawet zabawne wpadki mogą być dla młodego człowieka tragedią. Widzimy problemy młodzieży, których nie mieli ich rodzice i stąd mogą wynikać pokoleniowe nieporozumienia.

Na przykładzie tych postaci Autorka zestawia dwa typy rodzin – zimnej uczuciowo i pełnej miłości. Rodzinność i tęsknotę za nią. Dom pełen życia i dom pełen obcości, czasem nawet emocjonalnego okrucieństwa.

Katarzyna Wasilkowska napisała powieść na wskroś współczesną, w której udało się jej oddać dominujące trendy. Wśród młodzieży, jak i dorosłych. Świetnym przykładem jest mama Mariki i jej zawodowe życie. „Wciskanie modowego kitu”, instalajwy, sztuczna ekscytacja i jedna wielka inscenizacja, która pochłania realne życie. A wszystko dla pieniędzy i jakieś marnej lokalnej sławy.

Ale jest też ambitnie. Bohaterowie mają swoje pasje – swoją drogą to ciekawy wątek, jak zainteresowania rozwijają i zbliżają ludzi do siebie. Muzyka i film też mają tu wiele do powiedzenia. Stają się drogą ucieczki, ale także miejscem na porozumienie, spotkanie i znalezienie bratniej duszy.

Jestem przekonana, że młody czytelnik odnajdzie się także w języku powieści. Żywy i autentyczny, nieprzesadzony, idealnie otoczony aurą literackości. Wszelkie proporcje zostały zachowane. Można dobrze i pociągająco, bez wulgarności pisać dla młodzieży, bez epatowania językiem brukowym, który niebezpiecznie rozgościł się niemal w każdej sferze naszego życia. Może w literaturze powinniśmy już dzieciakom odpuścić?

W „Złodziejce” spotkają nas miłe napięcia, zaskoczenia, żywe emocje. Jest również zabawnie – anegdotyczne obrazki z wydarzeń klasowych niezwykle dodają kolorytu opowieści. Bohaterowie są elokwentni, dowcipni – humor słowny i sytuacyjny najwyższej próby.

Ukraść można dosłownie wszystko. Najgorsze kradzieże okazują się niematerialne. Bolesne, dokuczliwe, bezzwrotne i często nienaprawialne. Zapraszam czytelników, aby sami się przekonali.

Editress

fot. Dom Książki/Editress