Archiwum dnia: 29 września 2026

Rzeczy, które nie mogą się nie odbyć

Całe życie Sabiny : powieść / Helena Boguszewska. Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 2026. Wydanie pierwsze w tej edycji. ISBN: 978-83-8442-056-0

Państwowy Instytut Wydawniczy od 1946 roku ma „Oko na literaturę”. Ta zacna oficyna świętuje bowiem w tym roku osiemdziesięciolecie pod takim właśnie hasłem. Jubileusz, którego o mały włos mogło nie być. Wydawnictwo znajdowało się przez parę lat w stanie likwidacji, na szczęście w 2017 roku otrzymało status państwowej instytucji kultury i dzięki temu nadal możemy cieszyć się literaturą najwyższej próby. W kultowych seriach przez lata znajdowaliśmy to, co w literaturze najciekawsze, najbardziej wartościowe, ale niekoniecznie popularne.

Bez PIW-u polska kultura miałaby poważne braki. Plejada wspaniałych pisarzy, eseistów, poetów, tłumaczy, redaktorów i grafików stworzyła niepowtarzalną i rozpoznawalną jakość literacką. Otrzymaliśmy przez te osiemdziesiąt lat najlepszą prozę światową, opracowania historyczne, eseje. Wspomniane kultowe serie, które „trwają” do dziś – Rodowody Cywilizacji (zwane serią Ceramowską, nazwaną tak od nazwiska C.W. Cerama, autora inaugurującego tę serię tomu Bogowie, groby i uczeni), Biografie Sławnych Ludzi, Życie codzienne, Biblioteka Myśli Współczesnej (potocznie plus minus), Biblioteka Syrenki, Biblioteka Klasyków, Mała seria Przekładów Literackich, z późniejszych Proza Dalekiego Wschodu, Opowieści  Niesamowite. A to przecież nie wszystko.

Z okazji 80-lecia wydawnictwo wprowadziło identyfikację wizualną, której motywem przewodnim jest hasło „Oko na literaturę” (zaprojektowaną przez Łukasza Piskorka; wrocławskie studio Zakwas), obecną m.in. na jubileuszowych gadżetach. Torba promująca nową serię Polskie Prozy – projekt graficzny Jakuba Zasady. (screen strony wydawnictwa https://piw.pl )

Z okazji jubileuszu stworzona została nowa seria „Polskie Prozy”, która stawia sobie za cel przywracanie wybitnych, a dziś zapomnianych dzieł XX wieku oraz literatury emigracyjnej, która nigdy wcześniej nie ukazała się w kraju. Wszystkie pozycje zyskują nowoczesną opiekę edytorską i unikalne oprawy graficzne. Serię inauguruje wydanie „Obłędu” Jerzego Krzysztonia. Drugim tytułem serii są „Wertepy” Leopolda Buczkowskiego.

Z tej najnowszej serii postanowiłam jednak przybliżyć  tytuł trzeci, czyli powieść Hanny Boguszewskiej „Całe życie Sabiny”. Jest to siódme wydanie tej książki, w nowej edycji opartej głównie o ostanie wydanie, z uwspółcześnioną pisownią i interpunkcją. Jak zapowiadano, powieść ma nową szatę graficzną. Przy okazji przejrzałam okładki poprzednich wydań i muszę przyznać, że obecna, autorstwa Jakuba Zasady jest moją faworytką. Intryguje, celnie interpretuje powieść i zawraca na siebie uwagę do tego stopnia, że postanowiłam nabyć oprócz powieści także jubileuszową torbę, promującą nową serię,  na której znajduje się okładkowa grafika.

fot. Dom Książki/Editress

„Całe życie Sabiny” Heleny Boguszewskiej  to powieść z dwudziestolecia międzywojennego. Ukazała się w 1934 roku. Mieści się w popularnym ówcześnie nurcie realizmu psychologicznego, w którym króluje narracja personalna, introspekcje, narracja odautorska ubarwiona mową pozornie zależną, gdzie zachowania i przeżycia bohatera wiodą prym. I tak właśnie jest u Boguszewskiej.  Nie jest to powieść szczególnie reprezentatywna dla autorki, ponieważ dotąd bardziej zajmowały ją sprawy społeczne. Była przecież założycielką grupy „Przemieście”, która skupiała pisarzy wokół problemów grup, klas społecznych, mniejszości narodowych, których życie odbiegało od wielu standardów. Autorzy „Przedmieścia” opierali się na wnikliwej, głębokiej obserwacji, która pozwalała na stworzenie rzetelnego obrazu literackiego ludzi, nad których trudnym losem się pochylali.

Tymczasem w powieści „Całe życie Sabiny” autorka pochyla się nad jedną „biografią”, która właśnie ostatecznie domyka się na naszych oczach. Tytułowa bohaterka znajduje się bowiem  w sytuacji granicznej.  Po piątej dwadzieścia wszystko było jeszcze normalnie, ale kilka minut później już nie. Tyle razy się udawało, aż przyszło to „naprawdę”. Dla każdego przychodzi pewnego dnia to „naprawdę”. I co wówczas zrobić?  Sabina uznaje, że najlepszy będzie obrachunek z życia i niemal natychmiast do niego przystępuje.  Wchodzimy do „pokoju chorej”, który urządza jej rodzina. Zachowania bliskich wobec śmiertelnej choroby też są ciekawie rozpracowane przez Boguszewską. To udawanie, że nic się przecież nie dzieje, że jeszcze się uda, że to jeszcze nie „naprawdę” jest wspólnym oszustwem. Jednak autorka daleka jest od patosu i rozpaczy. W nieporadności zachowań pojawia się nawet komizm. Szepty, uśmiechy, skrępowanie przed chorą, gdy wokół tętni życie, tyle się dzieje, a Sabina? Sabina rozpoczyna wielki bilans według własnego klucza.

Sukienki, mieszkania, służący, książki, zabawy, zajęcia, poranki. Ludzie, przedmioty, miejsca będą pretekstem do podróży w przeszłość, będą kluczami do kolejnych drzwi, za którymi Sabina będzie małą dziewczynką w okropnej sukience, żoną, matką, kochanką – każda w innej sukience. Wspomnienia odbijają się od sukienki do sukienki, od książki do książki, od przedmiotów, miejsc i ludzi, którzy stają się doskonałymi pretekstami, aby opowiedzieć o rozczarowaniu, braku miłości, smutku, czasem szczęściu.
„Wydana smutkowi. O każdej chwili gotowa na szczęście”, pisze Boguszewska. A ono tak rzadko rozgaszcza się w życiu Sabiny.

Zachwyca mnie w tej powieści także sposób obrazowania najzwyklejszych rzeczy, które stają się tak wyraźne, namacalne, odczuwalne:

 „Gorący wiatr porusza białą firanką, prawie że szeleści w liściach fikusa wielkiego jak drzewo, pachnie latem, kurzem, różowym kwieciem oleandrów w drewnianych cebrach, w salonie u babci, zaraz pierwszego dnia, na wakacjach…”

Ten salon i wszystkie jego detale można wyraźnie zobaczyć, poczuć ten wiatr, zobaczyć tę firankę. I zrozumieć nostalgię Sabiny, która wraca do tego miejsca, do tych uczuć.

Na uwagę zasługuje również obraz dwudziestolecia, jaki wyłania się z powieści – obyczaje, moda, książki, społeczne rozwarstwienia, czy mniejszości narodowe. Epoka ożywa na naszych oczach.  

Takie jest życie Sabiny, taki jest jej świat. Taka jest ona. No właśnie, jaka? Boguszewska odsłania karty stopniowo, często zaskakując czytelnika. Gdy już się nam wydaje, że coś wiemy o Sabinie, za chwilę przyjdzie informacja, która nas zaskoczy.

Sabina w pierwszych kadrach – bezdzietna stara panna? Za chwilę już wiemy – nie, mężatka i matka, czyli rodzinnie spełniona. Kilka stron później – nie, rozwódka umierająca kątem u rodziny. Cóż to za życiorys? Złożony i rozsypany jednoczenie dzięki strategii narracyjnej, którą wybrała autorka. I jest to bardzo udany wybór. „Całe życie Sabiny” to powieść, która nie poddaje się czasowi, która pod wieloma względami jest boleśnie aktualna. Wybrzmiewa z niej jasno – jeśli się urodziłeś, to też musisz umrzeć. Są rzeczy, które nie mogą się nie odbyć. Nie ma w tej fabule specjalnego buntu i nie ma zbędnej szarpaniny. Jest natomiast psychologiczna rozprawa z życiem mocno zanurzona w materializmie bytu. Nie ma w tej powieści duchowego życia Sabiny. Bohaterka umiera i nie ma już nic. Trochę wspomnień na osłodę, które są wypełnieniem ostatnich dni. Jest sporo rzeczy nieudanych, goryczy, ale są też piękne momenty. Jak w każdym życiu.

Boguszewska napisała powieść, która w jej epoce wyłamywała się ze schematów. Dla nas, czytających ją dziś to prawdziwy zysk. Z fascynacją i poruszeniem możemy z Sabiną podsumowywać jej życie, znajdując przy tym wiele prawd o nas samych.  

Editress