Złodziejka / Katarzyna Wasilkowska. Łódź : Literatura, 2025. Wydanie I.
Wnikliwa powieść, która z wielką dbałością o detale „obserwuje” młodzież i daje im mądre propozycje. Jak zawsze u Katarzyny Wasilkowskiej. Z wielką radością powitałam „Złodziejkę”, nawet z uczuciem ulgi, ponieważ taka proza jest absolutnym lekarstwem na nurt young adult, który – moim zdaniem – jest „rakiem” na literaturze dla młodzieży. Tak, piszę to z pełnym przekonaniem. Young adult to „literatura zła”. Przepychanie tezy, aby młodzi ludzie czytali cokolwiek, byle czytali, to absolutnie ślepa uliczka. Tym bardziej rekomenduję najnowszą, absolutnie rewelacyjną powieść Katarzyny Wasilkowskiej.

Autorka stworzyła prawdziwy obraz ósmoklasistów i ich rodzin. (Na marginesie, ósmoklasiści uzyskują ostatnio obok maturzystów szczególny status. Bo pierwszy ważny egzamin, który decyduje o pierwszym ważnym życiowym wyborze, zasługuje na uwagę. Także literacką. O ile maturzyści są literacko rozpracowani, o tyle w moim odczuciu o ósmoklasistów jeszcze nikt tak dobrze nie zadbał, jak robi to w powieści „Złodziejka” Katarzyna Wasilkowska.) Autorka wyłuskała ważne rówieśnicze problemy, stworzyła autentyczną atmosferę polskiej szkoły podstawowej. Szkoła jako „miejsce walki” i ustalania hierarchii. Mamy klasowe „gwiazdy”, które wiodą prym, „friki”, klasowy plankton, swobodne elektrony – którym jest główna bohaterka Marika. Myślę, że wielu czytelników bez problemu znajdzie tu własny „układ klasowy”.
Oto szkoła ze wszystkimi jej problemami, między innymi z przemocą w sieci (popularnymi ostatnio manipulacjami ze zdjęciami, które mają stać się źródłem kompromitacji). Na problemy ósmoklasistów składa się także zbiór dylematów z wyborem szkoły oraz obawy przed egzaminami, które już od września wiszą nad nimi jak miecz Damoklesa. Autorka poprzez bohaterów daje czytelnikowi dyskretnie kilka dobrych rad, jak wybierać szkołę. Licea, technika, praktyczne zawody i ich możliwości. Poprzez swoich bohaterów pomaga czytelnikom, nie narzuca, pokazuje, co jest ważne przy podejmowaniu decyzji i nie wartościuje wyboru.
Opowieść jest rozpisana na głosy. Głos Mariki i Tymona. Zapewnia to czytelnikowi pełen ogląd sytuacji, z różnych punktów widzenia. Bohaterowie są doskonale skonstruowani, jak również dwa, zupełnie inne modele rodzin, w których funkcjonują.
Marika nie jest postacią jednoznaczną i to jest ogromny atut tej powieści. Są bowiem „miejsca”, w których możemy z nią sympatyzować, ale są też sytuacje, które zmuszają nas do pokiwania bohaterce palcem. Nie jest to zatem prosta kreacja literacka, wyidealizowana, narzucająca jeden prawdziwy ogląd. Marika jest zdolną fałszerką usprawiedliwień i podpisów rodziców, a także złodziejką prywatności. Czytelnik otrzymuje życiową postać, złożoną z dobra i zła, jak każdy z nas. Ma przy Marice mnóstwo powodów do namysłu nad jej zachowaniem. Może próbować wejść w jej sytuację i zastanowić się nad tym, co sam zrobiły w takich okolicznościach. Bo przecież jest tyle powodów, żeby jej współczuć. Może zatem również napisać jej usprawiedliwienie?
W życie Mariki wkracza Tymon i wnosi zupełnie nową jakość. Nietuzinkowa postać, którą dodatkowo podbija ciekawa rodzina. Chłopak rozpoczyna nowe życie po serii rówieśniczych kompromitacji. Ważny wątek, który pokazuje jak łatwo dziś stracić twarz wśród kolegów i jakim zagrożeniem może stać się Internet. Nawet zabawne wpadki mogą być dla młodego człowieka tragedią. Widzimy problemy młodzieży, których nie mieli ich rodzice i stąd mogą wynikać pokoleniowe nieporozumienia.
Na przykładzie tych postaci Autorka zestawia dwa typy rodzin – zimnej uczuciowo i pełnej miłości. Rodzinność i tęsknotę za nią. Dom pełen życia i dom pełen obcości, czasem nawet emocjonalnego okrucieństwa.
Katarzyna Wasilkowska napisała powieść na wskroś współczesną, w której udało się jej oddać dominujące trendy. Wśród młodzieży, jak i dorosłych. Świetnym przykładem jest mama Mariki i jej zawodowe życie. „Wciskanie modowego kitu”, instalajwy, sztuczna ekscytacja i jedna wielka inscenizacja, która pochłania realne życie. A wszystko dla pieniędzy i jakieś marnej lokalnej sławy.
Ale jest też ambitnie. Bohaterowie mają swoje pasje – swoją drogą to ciekawy wątek, jak zainteresowania rozwijają i zbliżają ludzi do siebie. Muzyka i film też mają tu wiele do powiedzenia. Stają się drogą ucieczki, ale także miejscem na porozumienie, spotkanie i znalezienie bratniej duszy.
Jestem przekonana, że młody czytelnik odnajdzie się także w języku powieści. Żywy i autentyczny, nieprzesadzony, idealnie otoczony aurą literackości. Wszelkie proporcje zostały zachowane. Można dobrze i pociągająco, bez wulgarności pisać dla młodzieży, bez epatowania językiem brukowym, który niebezpiecznie rozgościł się niemal w każdej sferze naszego życia. Może w literaturze powinniśmy już dzieciakom odpuścić?
W „Złodziejce” spotkają nas miłe napięcia, zaskoczenia, żywe emocje. Jest również zabawnie – anegdotyczne obrazki z wydarzeń klasowych niezwykle dodają kolorytu opowieści. Bohaterowie są elokwentni, dowcipni – humor słowny i sytuacyjny najwyższej próby.
Ukraść można dosłownie wszystko. Najgorsze kradzieże okazują się niematerialne. Bolesne, dokuczliwe, bezzwrotne i często nienaprawialne. Zapraszam czytelników, aby sami się przekonali.
Editress





















