Takie urywki / Bianca Bellová ; przełożyły Anna Radwan-Żbikowska, Julia Różewicz. – Wydanie I. Wrocław : Wydawnictwo Afera, 2025. – 200, [7] stron ; 19 cm.
Wyrwane fragmenty życia, urywki, które potrafią czytelnika wprawić w osłupienie, zadumę, żal, ale i śmiech. Które pozostawiają pytania – co dalej? To wszystko? Co z tą historią zrobić? I chyba właśnie to w zbiorze „Takie urywki” Blanki Bellovej jest najlepsze. Te emocjonalne uderzenie, z którym czytelnik musi sam sobie poradzić. Może coś dopowiedzieć, może pomyśleć, co sam by z tym zrobił, jak by to rozegrał, jak wybrał. Czasem może się tylko roześmiać, bo i takie fabuły znajdziemy wśród tych naprawdę udanych opowiadań. Bez patosu, pełne humoru, choć mogłoby się wydawać, że jesteśmy w sytuacji, w której zaduma i umiarkowanie są zdecydowanie najbardziej pożądane. 🙂

W „Takich urywkach” można przyjrzeć się ludzkim postawom z bliska. Jak pod mikroskopem obejrzeć wybraną scenę z życia, która może zaciążyć na jego reszcie, która wszystko zmienia, a czasem nawet ostatecznie kończy. Czasem tylko rozbawi.
Składamy się z takich urywków, które wypełniają nasze życie. Jesteśmy jak puzzle układane każdego dnia, wciąż dopełniając obraz nas samych. W opowiadaniach Bellovej widać to wyraźnie. Na nasz ostateczny obrazek składają się też inni, bliscy, znajomi, przyjaciele, którzy zostawiają swój puzzlowy kawałek. Wklejają się w nasz życiorys.
U Bellovej na pierwszym planie są przede wszystkim relacje międzyludzkie w różnych konfiguracjach. Najwięcej jest rodziny, relacji rodziców z dziećmi, relacji damsko-męskich. Autorka podsuwa wiele ważnych detali, spostrzeżeń, które są jak muśnięcie czytelnika. Myślę, że odbiór tych opowiadań bardzo mocno będzie się wiązał z osobistymi doświadczeniami. I to jest największy sukces tego zbioru. W krótkich tekstach jest bogactwo treści, emocji, postaw. Uważam, że to świetna książka dla dyskusyjnego klubu książki :). Sama po lekturze odczuwałam potrzebę, aby o kilku opowiadaniach z kimś podyskutować.
Moje ulubione teksty – „Wywiad”, w którym przede wszystkim widziałam zderzenie pokoleniowe, bez szans na porozumienie, totalnie inne wektory uczuć i emocji. Brak wspólnoty przeżyć. I migawka dotycząca macierzyństwa, która jest dla mnie jak drzazga pod paznokciem. W szybkich obrazkach autorka dotknęła wrażliwej strony bycia matką. Będąc już przy temacie rodzicielstwa, poruszyło mnie opowiadanie „Delirium”. Poruszyło i wzruszyło. Córka, która rezygnuje z czegoś bardzo ważnego, co wpłynie na jej dalsze życie, bo wybiera rodziców, bo ich ratuje, bo pochyla się nad ciężką chorobą, która być może niebawem zakończy wszystko.
W opowiadaniu „Pada, Vivien” wychwytuję tyle ważnych spraw. Jak ważna jest relacja dziadków z wnukami, szczególnie mężczyzn: wnuk-dziadek. Jak ważny jest kontakt z naturą, bycie razem, rozmowy, szczere okazywanie uczuć, dzielenie się doświadczeniami. W tym tekście podobało mi się wszystko.
„Ostatnie pożegnanie” natomiast to tekst, który najbardziej mnie rozbawił, choć w zasadzie nie powinien. Autorka pogrzebała patos, mimo że ktoś inny miał być pogrzebany. Opowiadanie łamie tabu, myślę, że w Polsce szczególnie pewne formy pochówku są jednak nie do przyjęcia. A tu autorka szczególnie podbija piłeczkę i dodatkowo obudowuje wszystko komicznymi zdarzeniami i niesamowitym epilogiem. Prawdziwy smaczek :).
„Doszło do wzajemnego ubogacenia kulturowego” to również opowiadanie, które podobało mi się bez zastrzeżeń. A moją uwagę skupił szczególnie wątek wydarzeń literackich, które kosztują, ale w swoim przebiegu są… dość bujną lipą :). Cenię autorkę za to, że nie owija bawełnę i nie boi się pokazać, jak kręci się grantami. I w ogóle kręci, także w życiu prywatnym.
I ostatnie opowiadanie, które jest niejako klamrą. „Ojciec” nawiązuje w pewnych wątkach do pierwszego opowiadania „Takie urywki”. Powraca tu echo dążenia do zadowolenia rodziców, którzy nigdy ze swoich dzieci zadowoleni nie są. I tu również nie ma patosu, ale sporo humoru. Puenta ostatniego opowiadania pięknie zamyka cały zbiór.
Opowiadania „na zmianę” tłumaczone przez Julię Różewicz i Annę Radwan-Żbikowską czyta się znakomicie. Udało się tłumaczkom uchwycić wszystkie walory języka autorki, jego moc, dobitność, rejestry humorystyczne, gry słowne. Ciekawym zabiegiem jest również to, że niektóre opowiadania są prowadzone w narracji trzecioosobowej, a czasem w pierwszej osobie.
Bianca Bellová dostarcza kolejnej bardzo dobrej lektury. Potwierdza, że warto ją czytać. Po powieściach „Jezioro” i „Mona” solidny zbiór opowiadań powinien zadowolić każdego.
Editress
