Archiwum kategorii: Powieść brytyjska

Finał na Tamizie

Trzech panów w łódce nie licząc psa / Jerome K. Jerome ; tł. [z ang.] Kazimierz Piotrowski. Warszawa : Książka i Wiedza, 1988. Wyd. 4.

fot. Dom Książki/Editress
(moja ulubiona seria na wakacje)

Ta mała, wysłużona książeczka (co widać na zdjęciu) doskonale ukoiła żal kończącego lata i finału wakacji. Niestety. Książka z 1889 roku, którą nadal czyta się z trwałym uśmiechem na ustach, czasem z głośnym śmiechem. Tego nie dostarczą Państwu polskie kabarety. Napisałabym również – niestety – ale wtedy wyjdzie rym. Kabarety – niestety. I będzie równie śmiesznie jak w polskim kabarecie. Chyba udzieliła mi się atmosfera „Trzech panów w łódce nie licząc psa” i zasadniczo o to chodziło. Pozostaje tylko obśmiać wszystko wokół siebie i nabrać dystansu. Lektura dziś prezentowana jest w tej kwestii nader pomocna.

Brytyjska klasyka, początkowo niedoceniona przez krytyków, entuzjastycznie przyjęta przez lud – nic nowego pod słońcem – doskonale pokazuje humor, charakter i nieśmiertelną klasowość wyspiarzy. Chyba każdy z grubsza wie, co się dzieje w owej powieści. Dla porządku, trzej mężczyźni (hipochondrycy) w celu poprawienia swojego słabego (ich zdaniem zdrowia) wybierają się wraz z psem na wyprawę łodzią po Tamizie. Sama wycieczka oraz przygotowania do niej jest okazją do snucia zabawnych opowieści, anegdot, wpadania w wir przedziwnych zdarzeń. Mnóstwo humoru sytuacyjnego, kpiny z ludzkich przywar i spore dawki ironii.

Wspaniałym bohaterem tej powieści jest, niby nieliczący się pies, foksterier Montmorency, potworny zbój i zarazem uroczy łobuziak, który jeszcze bardziej podbija komiczność utworu.

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” pomagało mi również wchodzić na wyższe poziomy języka angielskiego, gdyż powieść stała się kanwą podręcznika do samodzielnej nauki. Mam więc do tej powieści szczególny sentyment.

fot. Dom Książki/Editress

Polecam smutasom, hipochondrykom, znudzonym i nostalgikom już tęskniącym za kolejnym latem. Książka jest w wielu formach dostępna. Słuchowiska, audiobooki, ebooki. Są też nowsze tłumaczenia niż to, którym ja dysponuję – z mojej ulubionej serii wydawniczej na lato. A może spróbować po angielsku? Obojętnie jak i gdzie, życzę dobrej zabawy!

Editress