Miesięczne archiwum: styczeń 2025

Filmowy demiurg pod ostrzałem

Nikczemny narrator / Juliusz Machulski. Katowice : Wydawnictwo Sonia Draga, 2024.

fot. Dom Książki/Editress

Kolejna powieść Juliusza Machulskiego, promowana przede wszystkim jako kryminał, dla mnie jest zupełnie czymś innym. „Nikczemny narrator” w moim odczuciu jest wielkim rozliczeniem ze środowiskiem filmowym. Bardzo szczerym – miejscami aż do bólu – spojrzeniem na filmową brać, z wszystkimi jej bolączkami. Lekturę szczególnie polecam wielbicielom filmu, którzy chcieliby zobaczyć, jak kinowe produkcje powstają – od podszewki. Interesujący jest również czas, miejsca i wszystkie okoliczności z nimi związane, które Autor z wielkim pietyzmem odtwarza. Warto podkreślić, że w powieści fikcja miesza się z faktami. Świetna zabawa dla czytelniczych szczególarzy – czytać i wyławiać prawdę, snuć domysły, odszyfrowywać zdarzenia, postacie. Przy tym natychmiast pojawia się pytanie: czy główny bohater to alter ego Autora? 😉

Rzut oka na fabułę. Warszawa, lipiec, rok 1993. Po półrocznej nieobecności w kraju, Kamil Hubeny, scenarzysta filmowy i reżyser z wykształcenia przylatuje z Nowego Jorku do Warszawy, w związku z przerwą semestralną w Hunter Collage, gdzie wykłada scenariopisarstwo. Powrót na krótki urlop bohater łączy z nadziejami na nową współpracę z dawnym kolegą reżyserem Erykiem Mokronowskim, któremu jeszcze ze Stanów wysłał swój nowy scenariusz. Przylot do Polski to także okazja, aby wyjaśnić sobie kilka spraw z żoną Krystyną, która z nieznanych przyczyn stale odkładała przylot do Nowego Jorku. Bohater ma przeczucia, że kryje się za tym jakiś przykry powód. Od postawienia stopy na warszawskim lotnisku Kamil Hubeny jest zaskakiwany nowinami, które znacząco przemeblują mu życie, ponadto wkręci się w cykl przedziwnych, kryminalnych zdarzeń, które będą początkiem i końcem czegoś ważnego.

Uważam, że brzmi świetnie i zachęcająco J. Bohater, jako tytułowy nikczemny narrator, wciąga czytelnika w tę retrospektywną opowieść, szczegółowo kreśląc sylwetki ludzi, zdarzenia, wątki. Poruszamy się z Kamilem po ulicach Warszawy i Łodzi. Powieść bardzo dokładnie odmalowuje Polskę z początku lat dziewięćdziesiątych, z całym jej transformacyjnym sztafażem. To wielki atut tej książki. Czytelnicy, którzy „załapali” się na „świadomą” egzystencję w przedziwnych latach dziewięćdziesiątych (do których prywatnie żywię wielką niechęć), mogą przeżyć swoiste déjà vu, a ci, dla których to historia, mogą uzupełnić wiedzę. Naprawdę.

Sam wątek kryminalny jest bez wątpienia nietuzinkowy i również budzi ciekawość, jaką będzie miał puentę, jednak mnie głównie „zdominował” namysł nad światem filmowców, który Autor zna jak mało kto, w końcu był i jest  w nim ważną personą od bardzo dawna. Można mu zatem wierzyć na słowo. Uważam, że ta powieść jest naprawdę odważna.

Reżyser jako demiurg – powołuje do życia i również niszczy? Nie czuje ograniczeń? Co w głowie mają aktorzy? Jak się tworzy scenariusz i jaka jest szansa, aby został zekranizowany? Obracając się w filmowym świecie dzięki Kamilowi Hubenemu, czytelnik ma niebywałą szansę poznać od kuchni, jak się przygotowuje film. Jak długa jest droga od scenariusza do pierwszego ujęcia, jak wygląda plan filmowy z całym „sztabem” ludzi, o których istnieniu widz nie ma pojęcia.

„Nikczemny narrator” jest swego rodzaju wyzwaniem czytelniczym. Powieść jest bardzo okazała, Juliusz Machulski nie żałował opowieści, a główny bohater? Cóż, też jest wyzwaniem, bo może zdecydowanie budzić mieszane uczucia. Czasem zwyczajnie wkurzać.

Ale jest osłoda, bo wszystko podlane jest znakomitym rozpoznawalnym humorem Juliusza Machulskiego, humorem słownym i sytuacyjnym, którym solidnie jest okraszona cała fabuła. Myślę, że to dobry środek znieczulający, szczególnie dla tych, którzy będą mogli odnaleźć się w tej powieści albo „wysłuchać” kilku nieprzyjemnych podsumowań. 🙂 Postaciom fikcyjnym towarzyszy bowiem plejada filmowców z krwi i kości. Juliusz Machulski nie bał się wypunktowania swojego środowiska zawodowego, ujawnienia jego słabości, hipokryzji, a czasem głupoty i/lub naiwności. Megalomanii, która zahacza o śmieszność, (choć zdaje mi się, że megalomania z gruntu jest śmieszna).

Kawałek historii kina, spojrzenie na tarcia pomiędzy krytykami a filmowcami, obraz wydmuszkowych festiwali filmowych i „przydział” głównych nagród według z góry określonego „rozdzielnika” – na to wszystko można się „załapać” w „Nikczemnym narratorze”. Autor nie pożałował krytyki nawet tym „największym” w branży.

Zapewniam jednak, że nie tylko filmowy świat ma tutaj głos. Ciekawa intryga, obyczajowe scenki pełne humoru, wielkie wyczulenie na detale ówczesnej rzeczywistości, pozwolą poczuć się czytelnikowi jak na dobrym seansie w kinie. W końcu pisał reżyser i scenarzysta. Kulturalny demiurg :). Żeby już tak zupełnie zaspokoić ciekawość lub odsłonić przed czytelnikiem wszystko, na deser Autor zostawił nam scenariusz filmowy, który jest sympatycznym uzupełnieniem powieści. Teraz, drodzy państwo, będziecie już wiedzieć na pewno – „jak to się robi”. 🙂

Editress